Cudowny lek. Pietnuje.

| PS:Nie pozostaje nic tylko zazdrościć zdrowia

A nie wiesz, ze choroba nieleczona trwa tydzien, a
leczona 7 dni? Antybiotyk bralem w zyciu 3 razy, w
tym raz po operacji. A konskiego zdrowia nie mam.



Tak, nieleczona trwa 7 dni do śmierci, leczona 7 dni
do wyzdrowienia :).
Może nie masz końskiego zdrowia, albo tylko tak mówisz,
ale w 7 dni to z kataru robi się czasem zapalenie płuc.

Pozbywanie się "zaprzyjaźnionego" przez wiele lat
paciorkowca na ten przykład, któremu nagle odbiło i zaczął rozrabiać
tez jest trudne bez antybiotyku, bo własny organizm traktuje go jak
przyjaciela i nie zwalcza. W końcu n lat tylko sobie mieszkał....

Pozdrawiam
Michał


     

  Rover2003i Mars Sample Return

| no nie pierwszy raz widac ze aby "zaoszczedzic" dziesiatki
| miliardow na pokrycie kosztownej operacji mordowania ludzi
| w jakims dziwnym kraju na naszym padole (jakos ciagle za malo
| kasy na dobre celowanie wiec trafia sie w
| afganskie szpitale)

W odroznieniu od tych Panow w Boeingach, co nie zalowali
kasy zeby dobrze wycelowac w te wiezowce, nieprawdaz?



no oni akurat byli troche bardziej nowoczesni skoro zastosowali najnowsza idee
walki bez broni czyli zamiast fundowac caly zamach z wlasnej kieszeni poczekali
az amerykanska fabryka sama wyprodukuje samoloty a sami dali kase tylko za
szkolenie swoich pilotow. przy czym Ameryka zatroszczyla sie rowniez o to zeby
byli dobrze wyszkoleni i na pewno trafili w te wiezowce. jak widac celnosc jest
po stronie tych ktorzy nic nie musieli obcinac. bo ja dalej nie rozumiem co ma
afganska staruszka z zapaleniem pluc do ataku na WTC. oczywiscie ze trzeba bylo
pokazac ze "nikt nam tu nie bedzie podskakiwal nawet w naszych wlasnych
samolotach" ale niech nam nikt nie wciska ze po to sie kasuje rover za 200 mln
zeby pokryc grube miliardy.
Pozdrawiam


  Czy Polska jest już krajem wyznaniowym ?
nie majacego szans na przezycie chocby dnia



i tu sie mylisz, Olew...
Jesli to dziecko urodziloby sie oddychajace, krzyczace, i w ogole- z wola zycia, jak to sie okresla, to ten sam personel, teraz zajmujacy sie przeprowadzeniem aborcji, stanie na glowie, zeby przezylo.
Bedzie sie przeprowadzac operacje, transplantacje, cuda na kiju, a jesli matka bedzie protestowac, blagajac o zostawienie dziecka w spokoju, to odbierze sie jej prawa rodzicielskie, i bedzie sie dzialac dalej. Statystyka wykaze, ze klinika "uratowala zycie", a rodzice moga zaczac wypisywac prosby do instytucji charytatywnych w celu zdobycia lozka, sprzetu medycznego niezbednego w domu, itd itp.
Mam znajoma, ktorej ciezko uszkodzone dziecko musi byc co pare minut odessane, dziecko nie widzi, nie slyszy, nie siedzi, mialo umrzec po kilku godzinach, ma juz 8 lat.
Kiedys matka wiozla je na terapie, i na swiatlach tuz przed nia byla stluczka. Zrobil sie korek, nie mozna bylo wyjechac, mala zaczela sie z tylu dusic. Matka zawolala wiec karetke, i potem byla wloczona po sadach, ze narazila dziecko na niebezpieczenstwo, jadac z nim sama. Pan malzonek i tatus ulotnil sie po okolo 4 miesiacach...
To dziecko mialo juz niezliczone zapalenia pluc, bylo juz ponad 10 razy wprowadzane w sztuczna kome, w zeszlym roku reanimowano je ponad godzine (!!!), by tryumfalnie podniesc statystyke pt.: "u nas nikt nie umiera!!!". Rzygac sie chce.

Medycyna nie potrafi sobie poradzic z mozliwosciami, jakie otwiera nauka. Zapomina sie o naturalnej selekcji, o prawie do smierci, duzo potrafi zdzialac, ale czyni tez szkody...

  Źrebak 2 tygodnie, prawdopodobn. kulawka, od środy bez matki
Chciałam przypomnieć o małym Stefanku, który otrzymał już co prawda pomoc weterynaryjną i ma się dobrze, jednak pozostało to czego najbardziej nie lubimy, mianowicie rachunek, niestety wysoki, bo sięga 1 500 zł. Do tego trzeba maluch karmić mlekiem zastępczym, które też niestety jest bardzo drogie- 10kg kosztuje ok 167zł, a mały musi pić roztwór tego mleka w ilości 10-12l/dobę. Pochłania dwa wiadra na tydzień!

Stefan, a oficjalnie Grafen Walder poddany był leczeniu antybiotykami na kulawkę ( tutaj jeszcze płukanie stawów) i zachłystowe zapalenie płuc, które szczęśliwie udało się wyleczyć. Miał też operację układu moczowo-płciowego, ponieważ mocz trafiał do brzuszka, a nie na zewnątrz.
Trudne doświadczenia dla młodego konia, który chłonie wszystko jak gąbka.

Dlatego też prosiłabym o wpłaty na konto Małego jakiegoś grosza. Sytuacja finansowa jest bardzo słaba.
Najbardziej potrzebna jest Wasza pomoc finansowa, byłoby wspaniale gdyby chociaż część z Was mogła wpłacić po 5, 10 zł, co w przeliczeniu na codzienne wydatki to np dwa piwa lub 3 czekolady.

Mały już jest w Moryniu- cały i zdrowy

O wszystkim można poczytać na forum Pro Equo, można też obejrzeć fotorelacje :

http://proequo.pl/forum/viewtopic.php?id=611

i zdjęcie zaświadczenie weterynaryjnego:

     

  Guz - operacja
Nie chcę zakładać nowego tematu...

jakiś czas temu znalazłam znów guza u Dewi
w tym samym miejscu co ostatnio tylko że z drugiej strony

Od razu pobiegłam z nią do weterynarza, który zna dobrze jej stan zdrowia bo zajmuje się moimi szczurami od dłuższego czasu i to on operował Dewi przy wcześniejszym guzie.
Mała jest teraz pod stałą kontrolą, niestety jej stan zdrowotny nie pozwala nam na bezpieczne przeprowadzenie operacji
Ona ma 2 lata i 3 miesiące więc nie jest już młodym szczurkiem, niedawno moje obie szczurki były chore. Shiro była mocno przeziębiona a Dewi miała poważne zapalenie płuc i udało się obie panny wyleczyć ale Dewi jest bardzo słabiutka
Weterynarz powiedział że na tę chwilę daje jej zerowe szanse na wyjście z narkozy

Nie wiem co mam robić

  Rasowy czy z zoologa?
a to również kwestia ceny

a dla mnie rachunek jest prosty. Płacę za szczura kilkadzieisąt a nie kilkanaście złotych i przez ponad rok nie wydaję żadnej kasy na weta.
Ostatnio zrobiłam podsumowanie właśnie, takie do kart zdrowia.

Rodowodowe
Całe męskie stado było 3 razy odrobaczane. Panowie mają od roku do ponad 1,5.
Fragles - szycie rany ciętej zębami, na samym początku.
Forrest - zranienie palca, lekka infekcja, przekłócie i czyszczenie ropnia.
Benek - kastracja
Bobik - nic
Mini - nic

Nierodowodowe
Ryjek - ... Ryjuś miał wszystko co się dało.
Cypis - kastracja, niemal nagła śmierć w wieki 1,5 roku z powodu nowotworu.
Gucia - 2 zapalenia mózgu, przeziębienie, 3 operacje guzów itd, itp. W sumie 11 poważnych chorób, zabiegów itp spraw.
Kawka - guzy, guzy, guzy... Dwa wycięte, gruczoł Zymbala, powiększone i nowotworzące gruczoły mlekowe, dwa zapalenia płuc.
Juko - operacyjne wycięcie guza na piersi, wypadnięce macicy, kastracja.

Dla mnie wybór nie może być prostszy.

  Koszty utrzymania szczurów (żywienie, leki, wet)
No dokladnie. Przeciez te szczury nie kosztuja 500 zl, tylko srednio ok. 60-70.

Ja mam 2 nie rasowe szczury. Jedna ma juz 3 raz zapalenie pluc, a oprocz tego do konca swojego zycia bedzie dostawac leki, bo ma niewydolnosc miesnia sercowego.
Drugi szczur Matylda jest od dziewczyny ktora stwierdzila ze kazda szczurza samica musi miec mlode i dlatego je rozmnozyla. Przyszla z jednym szczurkiem z kartoniku do zoologicznego ja akurat bylam i wzielam. W wieku 2 lat dostala 2 guzy. Jeden zlosliwy. Jednak w wieku 2 lat i 2 miesiecy przeszla operacje wyciecia obu, jeszcze ma szwy i troche ja pobolewa ranka ale juz czuje sie dobrze, nie wychudzla, siersc ladna.

Ale mam tez 2 z hodowli. Wpradzie narazie jednego, drugi przyjedzie w nastepnym tygodniu. Fiona lazi ze mna po dworze, chodzi po parapecie jak okno jest otwarte (mam siatke w oknie, wiec nei wypadnie ), jak dziewczyny pokichiwalu ona nie. Wiec jak narazie z jej odpornoscia jest super.

  Zapalenie płuc
agacia, u mnie dziewczyny całą chorobę Skrętki (zapalenie płuc) mieszkały razem i Oczko nic nie złapała, chociaż jest małe chuchro jakby chłopaki mieli się pozarażać to już po ptakach, a rozłąka może tylko pogorszyć stan chorego - moja Witka była w izolatce po operacji i nie chciała jeść, była smutna - po powrocie do klatki pierwsze co leciała do miski

  Zapalenie płuc
Moj szczuras jak mial zapalenie pluc jadl miekki pokarm glownie przez 2 mies i nic mu sie nie stalo. Nie urosly mu zeby wystajace z pyska itp. Jesli nie chce jesc stalego to dawaj mu plynny bo lepsze to zeby zeby mu urosly dlugie niz zeby nic mial nie jesc. Zeby sie skroci jak cos. Moj maluszek byl leczony przez 3 weterynarzy a ostatni byl Piasecki i on sie nim w koncu jakos normalnie zajal, ale niestety bylo juz za pozno. Pluca nie dawaly rady...

Co do dr. Piaseckiego to on moje szczurki wazy jesli ma watpliwosci aby obliczyc dawke leku. Zawsze stosowalam sie do jego dawkowania i moje dwa szczuraski 1.5 roczne zyja i maja sie dobrze I dwie operacje robil moim ogonkom i sie obudzily i jest picus glancus hehe Ale nikt nie jest nieomylny...

  Mieszaniec miedzyszczepowy i szczep wistar
Viss,
Jestem bardzo ciekawa, czego się dowiesz.
Pewnie, że czyszczenie linii z nowotworów byłoby super rzeczą, o której marzy każdy szczuromaniak!!!

Z drugiej strony ja i tak będę w miarę możliwości mieć szczurasy z lab.
Lubię je. Nie wiem, czy to geny, ale moi chłopcy mieli fantastyczne charaktery, więc uzależniłam się od białasków.

Asaurus,
Mieliśmy jak na robienie statystyk niewiele wistarów.
Tata 2 albo 3 (Pogubiłam się, bo wszystkie nazywał Ryjkami). Ja 5 (w tym jedna samiczka, która miała guza i umarła podczas operacji), 6-tego nie liczę, bo zmarł młodo podczas kastracji.
Ale można tu też dodać Bulinka Kasi z pewnego forum, dzięki której miałam moje szczury z Puław. Ona też miała jednego szczura z tego lab i też umarł on na zapalenie płuc. Choć zdaje się, że dość długo żył, 2 lata na pewno skończył.
W sumie wiem o co najmniej 8 szczurach, które zmarły na zapalenie płuc + moich dwóch, które nie przeżyły narkozy.
Nie należy tego traktować jakoś bardzo poważnie, bo liczba w sumie dość mała, a i pochodzenie wątpliwe (tzn. nie mamy 100%-owej pewności, że to były prawdziwe wistary. Żadnych papierów nie miały).

  jak długo żył Twój szczurek?
Minora(2000)- U mnie ok 2 tygodnie (kupiona w zoologu z zapaleniem płuc) -albinosek
Mina(2001)- 1,5 roku po czym pod moja nieobecność kuzynki mimo zakazu wyciągnęły ja z klatki u "niechcący" udusiły -kapturek
Hektor (2003)- mały wędrowny ciurek przeżył pół roku
Heroina I(2004)-3 lata zmarła śmiercią naturalną podczas wakacji -Husky
Feministka.s.(2006)-2.5 lata na starość -Husky
Heroina II(2006)-3 lata na starość - albinosek
Kokaina(2007)- 3 lata, poddana eutanazji mając guza przestała jeść i pić -kapturek
Edward(2007)-2 lata wet podejrzewał kamienie w pęcherzu... nie dożył operacji:( -Husky
Gruby (2007)-roczek, usnął i się nie obudził - Husky
Mała Mi(2008)- 2 lata, po prostu się nie obudziła -Husky
Wielka Czu(2008)-2 lata, ona również odeszła we śnie:( - Kapturek

suma:235
//edit
wszystkie zakupione w zoologu, tylko Wielka Czu była prezentem(??) aczkolwiek pochodziła ze sklepu każdy kundelek

  Ciśnienie podczas nurkowania;)
mkimura w prawdzie nie jestem plketwonurkiem ale chyba czloiwiek ktury zejdzie na taka glebokosc i wypusci powietrze z pluc ( w trakcie schodzenia np ) to raczej ryzykuje cos wiecej niz zapalenie ucha ... nie sadzisz ??
Ciśnienie w uszach i zatokach wyrównuje się na kilka sposobów. Najprostszym, a zarazem najczęściej stosowanym jest zatkanie palcami nosa ( zaciśnięcie dziurek poprzez uchwyt palcem wskazującym i kciukiem ) i dmuchnięcie w niego. Uszy się "odetkają" i można dalej się zanurzać, ale przy tej operacji nie wypuszczasz powietrza z płuc. Jeżeli zrobisz to siedząc przed komputerem, uzyskasz efekt odwrotny, ciśnienie w kanalikach usznych i zatokach zwiększy się i przez chwilę poczujesz w uszach dyskomfort. Szybko minie, ponieważ nie jest wywierane na ciebie nadmierne ciśnienie. W wodzie, ciśnienie zmienia się co metr, dlatego zarówno przy zanurzaniu, jak i przy wynurzaniu, konieczne jest częste wyrównywanie ciśnienia w uszach. Ciśnienie w płucach dotyczy tylko nurkujących z butlą, ale nie wiem czy to kogoś interesuje. Jeśli tak, chętnie napiszę to i owo.

  antybiotyki
Hej. Choruje na Cu tak jak i Wy. Musimy walczyc! W zwiazku z wieloma teoriami na temat przyczyn tego paskudztwa prosze Was o odpowiedz czy w okresie poprzedzajacym rozpoczecie chorowania (powiedzmy pol roku) braliscie jakies antybiotyki. W moim przypadku 1 rzut choroby objawil sie po stosowaniu antybiotyku na zapalenie pluc. Za namowa lekarki ktora specjalizuje sie w medycynie naturalnej bralem tylko witaminy,mikroelementy i symbioplex - lek odbudowujacy flore bakteryjna i objawy minely po 2 m-cach. przez 8 lat zapomnialem o jelitach, gdy po operacji chirurgicznej dostalem antybiotyki choroba powrocila. napiszcie co myslicie?

  megacolon toxicum
U mnie nie dało się wyleczyć, bo oprócz tego że miałam megacolon toxicum, to doszło do perforacji, krwotoku, a w konsekwencji do zapalenia otrzewnej i jeszcze jakby tego było mało, to doszło zapalenie płuc. Dlatego nie miałam szans wyjść z tego bez operacji.
Ale za to teraz mam j-poucha i jest ok

  Levent
a gorączka moze być spowodowana zasiedleniem bakterii na cewniku wkłucia centralnego



Tak masz racje,jak tylko usuneli mi tostare wkłucie gorączki na drugi dzień już nie było. Wczoraj założyli mi nowe i jak na razie wymieniają mi "kraniki"
Teraz tylko mnie martwi coraz większa ilość wody odssysanej z płuc (wczoraj już 1500 na dobe ) ale dr, mówi że to może być poeikłanie po tym zapaleniu trzustki.
Jak już bedew stanie przyjmować normalneposiłki puszczą mnie na święta na przepustke.
Operacja u mnie przebiegła prawidłowo i nie mam sie czego trzepić, no może że dopiero niedawno mi powiedzieli że przy okazji śledzione mi wycieli, żeby mieć więcej miejsca
Pozdrawiam serdecznie

  Co nam się źle kojarzy?
Witam!
Jestem za tym, by palacze mieli swoje knajpy, gdzie mogą się spotkać i zapalić papieroska.
Musi być Ich jeszcze sporo, jeśli według raportu służby zdrowia w 2006 roku było nowych zachorowań na raka płuc 30000, z czego 25000 to mężczyźni i jako główną przyczynę podają palenie czynne i na drugim miejscu bierne. Sam paliłem kilkanaście lat, tylko muszę się Wam przyznać, że po obejrzeniu programu o raku płuc udało mi się skończyć z tym nałogiem i czasami się zastanawiam jakiej wielkiej odwagi trzeba, by w dzisiejszych czasach palić.
Pochowałem już kilku palaczy, pięć lat temu udało mi się namówić kolejnego kolegę i rzucił palenie na pół roku, ale zaczął ponownie palić, powiedział mi że musiał bo zaczął tyć.
Nie wiem, czy gdyby nie zaczął palić ponownie, to by nie umarł w ubiegłym roku na raka płuc.
Goście u mnie w domu palą i klienci w warsztacie również, ale co Im przy okazji nagadam to moje. Mam trzech klientów, którzy mi powiedzieli że dzięki mojemu gadaniu przestali palić i żeby nie byli zadowoleni z mojej roboty, toby pewnie zmienili warsztat i paliliby nadal.
Młodym palaczom powinno się organizować wycieczki do szpitala płucnego. W połowie lat dziewięćdziesiątych jeździłem w odwiedziny do szpitala w Otwocku. Nigdy nie zapomnę widoku kilkunastu młodych ludzi chorych na raka płuc, lekarz mi mówił, że wszyscy palili papierosy i że Ich przypadki nie nadają się do operacji i że pozostało Im kilka miesięcy życia. Pomyślałem sobie, miałem szczęście i dobrze że już 15 lat nie palę.
Pozdrawiam.

  Intencje Kamila
nie proszę za często ale się nazbierało więc w kupie proszę bardzo;

1. Za mnie i za moją Monikę z okazji naszej pierwszej rocznicy coby się dalej pięknie kulało, że hej!

2. Za mojego wujka który ma małe problemy zdrowotne i zabieg i wogóle o szybki powrót do zdrowia i za jego córeczkę którą zapalenie płuc łapie hehe chora jakaś ta rodzina

3. Za maleńką córeczkę mojego innego wujka na której chrzcie byłem w zeszłym tygodniu aby rosła zdrowo i z błogosławieństwem !

4. Za mnie i moją pracę licencjacką którą muszę oddać do końca miesiąca a jestem głęboko w lesie!

5. Za Leszka który 8 marca broni pracę inżynierską!

6. Za nadchodzący Sal i wszystkie operacje któe trzeba przeproawdzić a które są z nim związane

7. Za 2 pozostałe egzaminy które mi jeszcze z sesji wiszą

8....

Przepraszam, że tak dużo ale po prostu wspomnijcie na mnie podczas modlitwy a już jakoś się te łaski podzielą dla tych najbardziej potrzebujących!

  M. Zientarski walczy o życie - druga osoba nie żyje
Pomijajac kwestie prawne, co do zdrowia M.Z. narazie ma zapalenie pluc i niestety nie moze przejsc operacji. Mial miec operowana reke (zmiazdzone konczyny) ale zdecydowana ze operacja bedzie przelozona. Dodatkowo sa obawy o prace mozgu po wybudzeniu. Byc moze nigdy nie odzyska juz swojej dawnej sprawnosci.

Pozdro,

  Gicek i Bąbel zaczeli poważną walke :(
Florcia - jeśli chcesz ich łączyć to na neutralnym gruncie. Klatkę wymyj dokładnie, żeby też była neutralna.

Jeśli chodzi o kastrację - tylko dr Piasecki - klinika ul. Głogowska 2-4 (to jest boczna Legnickiej obok TGG), wrocław. najpierw zadzwoń i pogadaj, jeśli zdecydujesz się na kastrację umów się wcześniej na konkretny termin - jesli potrzebujesz wsparcia pojadę z Tobą. Ważne jest, żeby po operacji nie wyziębić chłopaków, bo ich organizmy po narkozie i zabiegu będą osłabione i łatwo mogą złapać nawet zapalenie płuc, dlatego trzeba wieźć ich samochodem.

Co do sensu wykonywania kastracji - chlopcy są jeszcze relatywnie młodzi i obniżenie poziomu hormonów po kastracji powinno wpłynąc na uspokojenie ich charakterów. decyzja nalezy do Ciebie, czy będziesz ich narażać na zabieg, ale szczerze mówiąc na Twoim miejscu chyba raczej bym to zrobiła.

  Wybudzanie z narkozy
Ewa007 wiem że jest teraz tobie bardzo przykro ,ale jaki miała objawy Niunia moja Flibi miała operację miesiąc temu na kaszaka narazie jest wszystko dobrze


Niunia dostała zapalenia dwa tygodnie po operacji, objawy to :
swinka jest osowiała
ma katarek
chrapliwy oddech
matowa sierść
kaszel
brak apetytu

Obserwuj swoją swinke, zapalenie płuc rozwija się u świnek bardzo szybko, jednego dnia wydaje się że wszystko ok a drugiego już jest bardzo źle.
U mnie tak było wieczorem było wszystko ok, rano spieszyłam się do pracy nie miałam za dużo czasu żeby zająć się świnkami, ale wydawało mi się że jest wszystko ok, jak wróciłam z pracy prosiak byl już bardzo chory.

  Niunia odeszła
Moja kochana świnka Niunia odeszła od nas 11 stycznia. Po operacji wcięcia kaszaka zachorowała na zapalenie płuc, nie pomogły wizyty u weta, antybiotyki, nawet karmienie specjalną karmą. Niunia zmarła męcząc się bardzo. Zostały tylko wspomnienia, ból i żal, że mogłam ulżyć jej w cierpieniu, a tego nie zrobiłam...

Miała tylko dwa latka
Moja najkochańsza ruda świnka


  poszukuje wiadomosc o dzieciach z zAC typ 1
opisałam ewa w nowym wątku

sory anatka3 ale nie bardzo orientujemy sie jak odnalesc nowe watki. chyba tez nie tak zesmy zaczeli z tym pytaniem troszke o maszej corci ma 2 latka jest po operacji na serduszko . dwa miesiace temu po zrobionym rezonansie okazalo sie ze ma ZAC 1 lekarze po diagnostyce w lodzi powiedzieli ze na dzien dzisiejszy nie widza obiawow.julia ma obnizone napiecie miesniowe zachlystuje sie czesto wymiotuje ma bole brzucha wyglada to jak kolka jelitowa czeste zapalenia pluc wade wzroku (zez zbierzny) jest opozniona psycho ruchowo.

  Mamuśki 2005
Tak konieczna jest operacja mam ubytek miedzykomorowy czyli dziure wielkości 32mm jest to bardzo duża dziura serce mam powiekszone wiec uciska mi płuca , badania sa bardzo nie przyjemne . Zawsze się uważałam za zdrowa dziewczyne ale w dziecistwie czesto chorowałam na zapalenie oskrzeli , lekarz powiedziała że to czesto mylona zła diagnoza stawiana przez rodzinych lekaszy . teraz to same nie przyjemności chiało by się pisać o czymś przyjemnym ale nie stety niema , to co przyjemne to że Filip jest zdrowy i bardzo dobrze się rozwija rozgadał się okrponie

  Wiara/Religia/Kościół
Wybaczcie, niedokładnie się wyraziłem. Jestem ateistą z wyboru, licho wie, czy istnieje bóg, lecz ja straciłem wiarę, ponieważ gdy jeszcze wierzyłem( z 6 lat temu) , stała się rzecz dla mnie przykra-Mój młodszy brat zachorował na zapalenie płuc. Szukałem pomocy w bogu, lecz co z tego ?Brat umarł. Niewiele czasu potem okazało się, że mam strasznie schorowany kręgosłup, przez co mogliby mnie nie przyjąć do wojska. Po tej wiadomości załamałem się i przestałem chodzić do kościoła , a w rok póżniej poddałem się operacji moich plerów, która bardzo dobrze się udała, i dzięki temu pójdę do woja zawodowego. Wniosek- nieważne, czy wieżysz, czy nie w niczym ci bóg (o ile istnieje ) nie pomoże. Dalej nie wierze w boga i życie układa mi się po myśli. jako rzekłem , tak jest. przynajmniej w moim wypadku.

  Zawodowy wojskowy ;]
Mój wujek jest emerytowanym wojskowym major w zaopatrzeniu:>

Też sie zastanawiam, czy nie iść do wojska do szkoły oficerskiej lub podoficerskiej (mam 14 lat) ale jest problem - mam dosć poważną wadę wzroku (urodziłem się w 7 miesiacu, 2x zapalenie płuc przez co musiałem przejść operację przymrażania siatkówki oka laserem) przez co już z 30 metrów tarcze o wymiarach jakieś 20 na 20cm ledwo widzę (tzn taki malutki biały kwadracik, zauważalny ale za nic w swiecie bym nie trafił)
I nie wiem, do czego bym się nadawał

  Szpital
Spędziłem w szpitalu trochę czasu, na szczęście dawno temu. Placówka w Sanoku była, delikatnie mówiąc, baaaardzo kiepska. Nie mówiąc już o tym, że zaraziłem się tam (w szpitalu!) zapaleniem płuc. Blizna, którą mam po operacji wyrostka, jest cały czas duża i wyraźna, a było to 11 lat temu.
Ale pobyt w Centrum Zdrowia Dziecka wspominam miło. Personel był sympatyczny, jedzenie smaczne, a łóżko wygodne. Ale szkoda, że dostałem się tam tylko dzięki znajomościom, a nie dlatego, że potrzebowałem fachowej opieki medycznej (a właśnie tak było)...

  jestem tu nowy
Witam wszystkich i wielkie dzięki za dobre słówko w zasadzie to dawno chciałem już dołączyć do tego forum ale jakos nie wychodziło i przez 7 lat sam borykałem sie z chorobą no nie liczac oczywiscie wsparcia rodziny ale to co innego oni może bardziej to przeżywają niż ja a tak komuś żeby sie wygadać to ciężko bo mało kto ma pojecie co to za choroba . A żeby bardziej wam przybliżyć swoje zmagania to pozwolę sobie na krótki opis moich zmagań z crohnem.
Do szpitala po raz pierwszy trafiłem 24.06.2001 roku do Kliniki Endokrynologi AM w Białymstoku z powodów bólu brzucha ,dużej utraty masy ciała (17 kg) w ciągu miesiąca gdzie nie postawiono mi żadnej djagnozy mimo wielu badan ,następnie 16.07.2001 roku przekazano mnie do Kliniki Psychiatrii AM w Białymstoku z podejrzeniem jadłowstrętu psychicznego (anoreksja ).Po wykluczeniu tego schorzenia ,w dniu 20.07.2001 roku przekazano mnie do Kliniki Gastroenterologii AM w Białymstoku gdzie mimo wielu badań biopsja szpiku ,kolanoskopja i wiele innych badań nie potrafiono postawić mi djagnozy i tak męczylem sie do 28.08.2001 roku ,jak zapadłem już w śpiączkę wtedy też przekazano mnie do Kliniki Chirurgi ogólnej z powodu ostrego zapalenia otrzewnej i tego samego dnia byłem operowany z powodu :częściowej martwicy jelita cienkiego ,ropnego zapalenia otrzewnej,odczynowego zapalenia wyrostka robaczkowego,posocznicy i dopiero w trakcie operacji postawiono diagnozę że to Crohn.po tygodniu od operacji dostałem odmy opłucnowej i przeprowadzono drenaż płuc czuli kolejny zabieg do domu wróciłem 03.10.2001 roku.W okresie od 13.11 do 04.12.2002 i od 08.02 do 14.02 2003 roku były ponowne hospitalizacje .Jak na razie od tamtej pory wystarczają leki bez pobytu szpitalnego

  Czasami życie zamyka przed nami drzwi, ale otwiera okno ...
Może od początku - parę miesięcy temu na raka przełyku zmarła moja babcia, jej bracia i siostry też zaatakowal nowotwór, a obecnie z mojej rodziny jeszcze ktoś cierpi na ten sam nowotwór co babcia. Więc ja również niestety jestem obciążona genetycznie. Staram się o tym nie myśleć, ale nie o tym chciałam napisać.
Mama prawie nigdy nie chorowala, na początku stycznia ginekolog wykrył małego mięśniaka i tylko tyle, skierował ją na baddanie, które miało określić wielkość tego g****. Miała przyjść do kontroli za pół roku. ehh... W międzyczasie bardzo poważnie zachorowala na zapalenie pluc, dusiła się i dzięki temu, kładąc ją do szpitala została wykryta przyczyna jej duszności. Przewieźliśmy ją do kliniki pulmunologii we Wrocławiu i po trzech punkcjach, czyli odsysaniu plynu z płuc, wykryto komórki nowotworowe. Na cito udało się ją przenieść do kliniki onkologii, a wszystko miało miejsce w przeciągu ostatnich dwóch tygodni. W środę miała operację, ale niestety nie byli w stanie wyciąć wszystkiego. Były dwa guzy na jajnikach, jeden był za duży i zbyt blisko organów, więc na razie trzebba czekać. Za parę dni będzie wynik hispatologiczny, a potem chemioterapia i jeśli sie podda i zmniejszy to za parę tygodni będzie kolejna operacja. Okazalo się jeszcze, że ten płyn z komórkami nowotworowymi był również w jamie brzusznej, miednicy i krąży po organiźmie. A z tego co przeczytalam taki płyn wydziela tylko rak złośliwy. Jest to prawdopodobnie końcoowe stadium pierwszego stopnia zaawansowania, ewentualnie drugie, a jest ich 3. Po operacji mama dzisiaj się podniosła z łóżka. Czekamy na dalszy ciąg przeprawy bojowej...
Wiara czyni cuda... prawda ???

  Raj jajników i woda w płucach
Jest pewna kobieta, która miała usunięte oba jajniki. Były one w stadium III. Było to dwa lata temu. Potem dostała chemie. Niestety, po pewnym czasie wystąpiły problemy z oddechem. Okazało się że zbiera się woda w płucach. Na początku lekarze postanowili odssysać tylko te wodę. Po jakimś czasie stwierdzili, że to nie wystarczy. Wysłali ją na talkowanie płuc. Operacje przebiegła dobrze. Po krótkim czasie została wypisana do domu. Lecz, w domu duszności nie ustępowały. Po przejściu paru kroków była bardzo zmęczona. Męczyło ją nawet pójscie do łazienki. Pogotowie zabrało ją do szpitala. Lekarze nie byli do końca pewni, ale stwierdzili że to prawdopodobnnie zapalenie płuc. Mam teraz dwa pytania.
1. Jakie są rokowanie tej kobiety.
2. Czy duszności i szybkie męczenie ma jakiś związek z rakiem płuc i zapaleniem płuc? Czy wpływa jakoś na leczenie? (leczenie chemią jest odwołane do czasu wyleczenia tych duszności)

  rak jajnika
bardzo mi przykro z powodu Twojej Mamy, i szczerze wpółczuje. o jakich zaniedbaniach piszesz? Ja właśnie czekam na dalszą kolej rzeczy, nie dawno dowiedziałam się,że mam guza na jajniku.
Pozdrawiam i ściskam


Witaj,
Mama po pierwszej operacji miała zator płuc. Na szczęscie wpore trafiła do szpitala. Nie dostawała leków przeciwzakrzepowych typu CLEXANE, co jest bardzo ważne w profilaktyce tej choroby po dużych zabiegach operacyjnych w ramach jamy brzusznej. Po 3 latach miała kolejna operację i sytuacja się powtórzyła. Najpierw zapalenie płuc, leczone w warunkach domowych, a potem było juz za późno...Dlatego chciałam zwrócić uwagę uczestnikówna te powikłania pooperacyjne, które lekarze często bagatelizują, mimo że bardzo często towarzyszą nowotowrowi jajnika. Za Ciebie trzymam kciuki. Bądź dobrej myśli. Pozdrawiam.

  Historia mojej mamy!
Witam! Dopiero po dłuzszum czasie moge cos napisac! Mama czuje się juz o wiele lepiej! Sciagnięto jej ogółem 3 litry płynu z opłucnej! Na szczescie badanie płynu nic nie wykazało, tomograf płuc i USG jamy brzusznej tez w jak najlepszym porzadku! Mimo wszytsko hospitalizacja jescze potrwa kilka dni! Hmm pytanie skąd się wziął ten płyn! Lekarz mówi, że po operacji przeprowadzonej w Gdańsku mama za krótko mała dren, który odprowadzałby osocze! Rana sie zasklepiła mama przez kilka dni miała strasznie nabrzmiały brzuch, osocze nie mogło znalesc ujścia i wszytsko poszło do opłucnej! Po drugie podejrzewali tez u mamy zapalenie płuc, którego następstwem był płyn! Na szczęscie wszytsko idzie ku dobremu, mama wraca do sił!Tez czesto kontaktuje sie z Pania Marzenka! Panie Grzegorzu prosze przekazać żonie, ze będąc we Włoszech położyłem na grobie naszego Ojca ¦wietego Jana Pawła IIkarteczke z intencja o jak najszybszy powrót do zdrowia Pani Marzenki:):) Bedzie dobrze:):) Pozdrawiam

  MAMUSIE,CIĘŻARÓWECZKI I PRZYSZŁE MAMUSIE 84,85,86,87,VOL.11
o rany Tosia wspolczuje jak mozna tak zyc??
moj juz niczego nie przestrzega, nieraz (srednio raz na rok) ma nawrot , musi brac lekarstwa b silne, ale ogolnie jest ok
problemy ze skora tez zniknely

wogole to mial ciezko jak byl maly, zapalenie pluc, (zaraz po urodzeniu) operacja -przepuklina, przetaczanie krwi, mieszkali w malym miasteczku i lekarz powiedzial mojej tesciowej ze jak sie nie przeprowadza do czysteszego srodowiska to Maciej umrze

no i sie przeprowadzili, od tamtej pory sie polepszylo

poza tym tylko on byl planowany (mial juz 2 siostry - nieplanowane, ale tesciowa ciagle krwawila (przodujace lozysko), chcieli ja na jakis zabieg wyslac-nie wierzyli ze to ciaza, ale ona uparla sie ze jest w ciazy, no i byla a tak Maciusia by juz nie bylo

  Przyszłe mamusie 2009 (wiosna-lato-jesień-zima)!!!!!
Anetka74, po tylu operacjach plastycznych to nic dziwnego O zgrozo! Swoją drogą... oryginalny sposób na zrobienie kariery szkoda tylko, że kosztem niewinnych dzieci.... Kurde... jak sobie pomyślę o tych biednych wcześniaczkach i o tym co je może spotkać... retinopatia, martwicze zapalenie jelit, zapalenia płuc, wylewy do mózgu.... to tylko kilka głównych najczęściej spotykanych problemów zdrowotnych wcześniaczków
Ona na pewno była świadoma, jak bardzo ryzykuje zdrowiem dzieci, zwłaszcza że wcześniej już urodziła sześcioraczki... Kuźwa! ja się trzęsę nad swoją Kruszynką, a taka baba świadomie skazuje dzieci na inkubatory, kłucie, dojelitowe karmienie sondą i wspomaganie oddychania

  ***Letnie Mamusie 2005 część 9***
Wik trzymam kciuki za dziadzia a w jakim jest wieku? bo lampy bardzo wykańczają organizm wiem , bo mój Tata miał naświetlania po operacji i było to bardzo ciężkie dla organizmu strasznie schudł, kiedy przyjechałam do Polski i akurat zaraz pojechaliśmy go odebrać ze szpitala , bo zapalenie płuc się przypałętało to go nie poznałam , wygłądał jak staruszek siwiusieńki i chudzinka , a był z niego postawny chłop i jeszcze potem słyszałam opinie , żeby nie dawać soków wieloowocowych , bo to odżywia organizm ale i komórki rakowe też ale to każdy lekarz co innego mówi , jedni żeby pić inni nie życzę duuuużżżooo wytrwałości i siły

  Herbatka u Georga
życie to nie film. Tak też było tym razem, a życie dobitnie uczy, że od mokrego betonu ciągnie. Od tego ciągnęło wybitnie o czym przekonywał się właśnie Thor. Modlił się w duchu, żeby policjanci poszli sobię zanim on złapię wilka albo zapalenie płuc…albo to i to. Pół metra wyżej Alan leżał na kimś kto niedawno powrócił zza światów. Mieliście cichą nadzieję, że już tam nie wróci. Gdzieś w budynku Czech, a może Węgier przekopywał się tym czasem przez szafki z lekami. Pielęgniarka spoglądała na niego niepewnym wzrokiem. Niecodziennie zdarza się lekarz który nie wie czego szuka.
- Doktorze
-hmpf – odpowiedziało jej mruknięcie
- Może pomogę?
- Szukam…. – Czego może potrzebować pacjent po operacji? Leków przeciwbólowych? Nie... nie do przeżycia. Witaminek? Pudło…Nagle myśli Hawliczka wpadły na odpowiedni tor
- Szukam antybiotyku…- spojrzał na pielęgniarkę łapiąc się za głowę, zmęczenie udawał świetnie – takiego silnego, pooperacyjnego
- Pewnie chodzi o klerozy..
-l dokończył Hawliczek, tak siostro. – Z uśmiechem ścisnął opakowanie i ruszył korytarzem mijając mundurowych przeczesujących budynek. Nawet na niego nie spojrzeli. Amatorzy. W tym samym momencie gdzieś na powiślu kierowca Clio przekonywał się, że o ile na filmach używanie ręcznego udaje się zawsze, to życie ma inne poglądy na ten temat. Tymczasem po półgodzinie parking szpitalny opustoszał. Nikt już nie sprawdzał dwa razy tego samego pojazdu. Znaleźliście się wszyscy ponownie w furgonie…oprócz pewnego profesora z południa Polski.

  Witajcie -jestem Montana
halo Halo Kochani to ja Monti :) Od wczoraj jestem w domku. Po dlugich oczekiwaniach i trudnych pertraktacjach z lekarzami w Hol i samym prof Schepensem....on jest przekochany..... wrocilam do domku. Jednak pierwsze co bylo to zawitanie u nas w szpitalu i sprawdzenie jakiegos wspolczynnika we krwi odpowiedzialnego za stan zapalny. Wszystko jest ok i zapalenie pluc opanowane. A chceili mnie zostawic do poniedzialku w Holandii. Ile sie Aneta z Krzyskiem musieli naprodukowac zeby mnie puscili w ostatnich dniach. Dostalam poprostu tam spazmow. Wiecie jak to jest ze tu do domku a tu nagle komplikacje. Oni tez nie mogli siedziec tam w nieskonczonosc. Doslismy do porozumienia z dr Schepensem, ze jesli ten wspolczynnik sie obnizy to moge jechac i w piatek wypisali mnie do domu. Hahahah najlepsze bylo jak dr Schepens zrobil taka proszaca mine kotka ze Shreka zebym zostala jeszcze jeden ekstra dzien w szpitalu to bylo w czwartek. Rozwalilo mnie to zupelnie. To jest aniol nie czlowiek zawdzeczam mu naprawde wiele. Zreszta Aneta moze to potwierdzic , ze jak sie z nim rozmawia to tak jak by rozmawialo sie z najlepszym ojcem lub wujkiem zero pychy czy przechwalki lekarskiej.
Widzialam tez kartki i zdjecia jakie zrobili mi AK zaraz po operacji raczej nie wygladalam za rewelacyjnie ale podobno sama chcialam by mi zrobili fotki. Tego ze cos pisalam im na kartkach tez nie pamietam taka bylam nacpana. ale wszystko maja udokumentowane wiec to prawda. Teraz musze stanac szybko na nogi i zaczac nabierac masy bo chuuuuuuuuuuuuda jestem strasznie wygladam jak patyczak anorektyk :D a druga sprawa czeka mnie kolejne podejscie w styczniu :) ty razem to bedzie definitywne rozstanie sie z kolega Tetniakiem :D

  Wyprawka

Poród jest zjawiskiem fizjologicznym, a nie operacją...... itd......



Masz racje wszystko sie zgadza w całej twojej wypowiedzi ale....
W moim mieście własnie w szpitalu gdzie zezwalano matka na takie praktyki jak domowe ciuchy do porodu ..itd... nastapił zgon 3 noworodków wykryto grozne bakterie na oddziale noworodkowym...to była głosna afera nawet w TV, ja byłam wtedy na poczatku ciazy.

Tak czy siak..zaczeły sie wtedy kontrole itd...
Ja rodziłam w renowmowanym szpitalu CZMP.
Lekarz mi tłumaczyła tak jak ja pisałam w poście.
Poza tym z domu do szpitala na domowych ciuchach mozesz przynieść ... np. wirusy zapalenie płuc, grypy czy inne, które na ubraniach przezywaja przykładowo od kilku do kilkunastu godzin.
Potem umieraja poza ustrojem a na sale porodowa trafia sie prosto z domu prawda, co innego potem na oddziale poporodowym... czas pobytu poza domem jest juz znacznie dłuższy.
Dlatego twoje ciuchy mogą byc "zaifekowane" i wcale nie mówie tu o bakteriach "przyjaznych dziecku" - po to sie np, daje malucha mamie po porodzie.

Tak czy siak, ja uważam ten zakaz za słuszny.
A szpital to szpital wiec jakieś zakazy musza być.
Mój mąz do porodu tez musiał miec na sobie specjalne "ubranko" szpitalne a nie zwykła domowe ciuchy no i oczywiście ochraniacze na buty.
To wszystko jest dla bezpieczeństwa dziecka przede wszystkim więc czemu ma sie tego nie przestrzegać.?

  ostry ból kręgosłupa
Nie za bardzo wiemy co się dzieje, na usg wyszedł podobno obrzęk nerek(ta durna baba z pomocy doraźnej mówiła że to na pewno nie nerki!), położyli ją na sali a zaraz potem przenieśli na jakąś salę przejściową...Nie wiemy dlaczego, lekarka powiedziała M.że nie ma zapalenia płuc, więc się tam nie kwalifikuje, ale nie pozwalają jej jeść i pić(a ona biedna nic od rana w ustach nie miała!), nie wiadomo, czy nie chcą jej robić jakiejś operacji...Ale chyba nie powinni ściemniać ojcu, no nie?
boże...I jeszcze moja matka do tego, mówiąca, żebyśmy ją ochrzcili...

  Miesięcznik w wojsku-przydałby się....
L4 będące wynikiem wypadku, nie koniecznie w służbie, jak również następstwem operacji, pozostawiłbym 100 procent płatności.



To jak ktoś dostanie anginy, grypy, 40-st. gorączki i zapalenia płuc to też mu zabierzesz te 20 procent? Może ze złamaną ręką też trzeba będzie przychodzić do pracy?? Wiesz co, idąc dalej tym tokiem myślenia gdzie uważasz większość chorych za sciemniaczy proponuję w każdej JW powołać specjalną komórkę (najlepiej major, kapitan, dwóch chorążych i czterech sierżantów) która będzie zajmowała się kontrolą kadry przebywającej na zwolnieniach i tępieniem "sciemniaczy". Zdjęcia z ukrycia, podsłuchy na telefon, wywiad środowiskowy. Panowie co wy wogóle wygadujecie? Temat podwyżek już się przejadł? Proponuję zacząć nowy np. mundurówka 2009?? Jak tak niektórych bolą te L-4 to niech się wezmą sami do roboty i nie patrzą na innych. Miesięczniki już przerabialiśmy i każdy wie jak było....

  zaczyna sie zaostrzenie !!!!!
No i przyszedl czas na mnie by wypowiedziec sie w tym temacie
Niestety
Od piatku juz cos mnie bralo...szlag mnie trafil bo akurat mialam wyblagane pare dni urlopu a tu zaczyna sie cos dziac na końcowce.
teraz zdycham,wyje z bólu,nawet w nocy budze sie co godzina do WC...mam podwyzszona temp.Rano 37,5...w nocy 38,5.
Watroba boli,kłuje.Jak leżę to pół biedy ale jak łapię pion to brzuch od razu twardy i "ciąża ekspresowa"
No ale niestety w pracy nie da sie leżec..poprosilam o lżejszą pracę bo przeciez nie moze być produktywny ktoś kto co chwilka rzuca robote i leci do kibla.Ale i tak ludzie gadaja ze sie opi...m.
Jutro ide do mojego lekarza i zobaczymy.

Albo szpital albo pierwsze w moim życiu L-4.(źle..wróć..miałam tez zwolnienie kiedys na wyrostek i na zapal.uszu..no i jak moja mama wpadla pod busa to tez musialam iść na zwolnienie bo nie dalabym sobie rady.....w kazdym razie teraz mówimy o mojej obednej pracy }

Wszystkie zapalenia oskrzeli i pluc przezwycieżalam biorac 2dni urlopu tak samo i walczylam z Crohnem.Tylko jak mialam operacje to niestety zwolnienie bylo nieuniknione.

Teraz juz nie mam urlopu i sil
Jutro sie okaże co dalej

  Jakie problemy z mową u dziecka z zespołem Downa?
Dziewczyny, to mnie pocieszyłyście.
Agatka ma 4 lata i nie mówi nic, zupełnie nic (przynajmniej w języku polskim, blebla tylko w swoim dla nas niezrozumiałym języku )
Ja już się bardzo martwię.
Boje się, że w okresie poporodowym w związku z jej przejściami (wczesniactwo, narkoza w drugiej dobie zycia z powodu operacji dwunastnicy, bezdechy w 5 dobie zycia, później zapalenia płuc) doszło do niedotlenienia mózgu i stąd brak mowy.
Neurolog też sugeruje taką mozliwość. Zaproponowała nam na ostatniej wizycie zrobienie rezonansu magnetycznego, ale ja się waham bo to kolejna narkoza.
Ale z tego co tu piszecie widzę że zdarzają sie dzieci z zd które zaczynaja tak późno mówić, to mnie troche uspakaja, będziemy więc dalej czekać, stymulować, zobaczymy....

  Nasze dzieci i testy
Witamy wszystkich u nas to chyba jeszcze gorzej.W maju mielismy okreslenie rozwoju Sandry.Byl to dla nas ciezki okres,gdyz od dwoch tygodni bylismy w domu(po 7 tyg w szpitalu).Juz na wstepie powiedzielismy pani,ze to nie jest dobry czas na takie testy,bo Sandra nie doszla jeszcze do siebie po operacji,a przed nia duzo lepiej sie rozwijala.Wg tej pani Sandra jest w rozwoju motorycznym na etapie 9 miesiecy-dopiero zaczynala pelzac-co przed operacja wychodzilo jej super,a rozwoj intelektualny na 12 miesiecy.Oczywiscie jak zobaczylam ze pani dala jej lalke i szczotke to nie wiedzialam czy mam sie smiac czy plakac.No bo co ona myslala?Ze zrobi jej kucyki powiedzialam ze Sandra nie bawi sie takimi lalkami-woli klocki i pilki.Stwierdzilam ze mam to gdzies.Mala dopiero po ciezkiej operacji,zapaleniu pluc i kolejnych infekcjach i nie w glowie bylo nam zachwycanie sie jej umiejetnosciami czy plakanie nad niedoskonalosciami.Glowa do gory-Sandra w domu tez potrafi duzo wiecej niz na takich spotkaniach.Nastepne badanie za rok...

  Pacjentem być (jak najrzadziej)
[...]
Przy okazji kolejny dol. Tym razem dla szpitala. Weronika lezy w tym samym szpitalu, gdzie miala operowane serduszko, w Warszawie na Dzialdowskiej. Na chirurgii (swiezo po remoncie) byly luksusy: lazienka dla rodzicow z prysznicem, lezaki dla rodzicow, swietlica. Na odziale dla maluszkow nie ma nic. Kilka foteli do spania. Udalo nam sie przechwycic jeden dopiero wczoraj. pierwsza nos spedzilam na krzesle z glowa na metalowej ramie lozeczka. Prysznica nie ma (nie mama pojecia co robia rodzice spoza Warszawy, ktorzy nie moga isc do domu wykapac sie), do toalety trzeba zejsc pietro nizej. Dramat.
Na szczescie opieka medyczna i pielegniarska bez zarzutu.
[...]



Moniko, chyba wiem, o który oddział chodzi - czyżby o oddział E? W 2005 roku była tam ordynatorem dr Hoffman.
My trafiliśmy tam w styczniu, mróz za oknem -27 stopni. Trafiliśmy zdrowi, tylko na diagnostykę refluksa. Położyli nas z trojgiem dzieci z zapaleniem płuc, oskrzeli (A my przed operacją serca, chuchaliśmy i dmuchaliśmy, aby nic nie złapać_ To był pierwszy dół. Po dobie na krzesełku w tym pokoju, po rozmowie z ordynator - przeniesiona nas do sali dwójki, z tym że w niej z kolei szwankowało ogrzewanie, a na oknie był szron... Drugi dół Trzeci był taki, że przy przewijaniu Kuby na przewijaku, kiedy wzięłam go na ręce, spod rozłożonej pieluszki wyszedł sobie karaluch - to był TRZECI MEGADÓŁ. Byliśmy tam trzy dni - a ja na tydzień rozłożyłam się psychicznie po wyjściu z tego oddziału, brrr...
I tak jak Ty co do lekarzy i opieki nie miałam zastrzeżeń - za to do warunków socjalnych, ech

  Dawniejsza nazwa zapalenia płuc?

Aha, w niezależnej...

tornad:
| ze to syntetyczne wapno pomaga tyle, co umarlemu kadzidlo. Natomiast
| rosol, wywar z kosci, ma w sobie najwiecej latwoprzyswajalnego
| wapnia i komplet innych mikroelementow, ktore kazdemu organizmowi do
| zycia sa niezbedne.

Bo w zależnej prasie medycznej piszą, że do takiego wywaru dostają się
same odpadki procesu przemiany materii.  Te rzeczy, które właściciel
kości właśnie miał zamiar wypłukać do nerek a następnie wydalić z
moczem.  Ale nie zdążył, bo ktoś go właśnie zarżnął na rosół...

A przy aproposie: czy w tej niezależnej prasie medycznej zalecają
picie moczu?  Bo gdzieś widziałem reklamę takiej terapii.  Leczy
wszystko.  To by się zgadzało z tym rosołem na zapalenie płuc, czy
suchoty, jeden diabeł, dokładne diagnozy są dla cieniasów...

 - Stefan



Nie badz taki do przodu. Moze rzeczywiscie niepotrzebnie poruszylem drazliwy
dla Ciebie i ludzi Twojego pokroju temat ale skoro juz mnie wyrwales do
tablicy, to twierdze, ze problem jest natury politycznej, zatem moze NTG.
Pisze nieco uszczypliwue gdyz sztandarowym niejako argumentem przeciwnikow
tego kurowania jest "picie moczu".  A ja Ci dam prosty przyklad, ktory moge
udokumentowac nawet przed najwyzsza instancja, ze pewne stare uswiecone
wieloletnia tradycja metody walki z niektorymi chorobami sa bardzo skuteczne i
nowoczesnej farmakologii do nich jeszcze baaardzo daleko. Kilka miesiecy temu
moj dobry kolega zachorzal na kamice nerkowa; grozila mu operacja wycinania
itp. Kamienie mialy po 2 cm dlugosci. Rozwazali rozbijanie ultradzwiekami... I
co? ano wyleczyl sie stara ludowa metoda; w ciagu dwu tygodni kamienie znikly
bez sladu!
 Albo ten nieszczesny przyklad z wapniem. Osoba, ktorej go przepisano
pochlaniala te duze tablety wrecz garsciami. Efekt byl taki, ze w czasie
powitania, podania reki, odczuwalem wyrazne zwapnienie stawow. Zrobilem maly
wyklad, osoba zmienila zrodlo zapotrzebowania wapnia na jakies muszelki czyli
naturalny i zwyrodnienie stawow sie cofnelo...
 Owszem namnozylo sie wielu roznych hohsztaplerow, amatorow latwego zarobku
bez papierow typu elektroenergobiosuperspecjalterapeutow i innych uzdrawiaczy
a to z medycyna ludowa niestety, nie ma nic wspolnego.
Jako moj sztandarowy przyklad informuje, ze niejaki pan Fleming wynalazca
penicyliny "wynalazl" ja w oparciu o przekaz ludowy, ktory zalecal leczenie
trudnogojacych sie ran, chlebem. I co sie okazalo? ano ze ten chleb byl i jest
najlepsza pozywka do rozwoju plesni, ktora uratowala zycie milionom ludzi...
 No ale wiem, ze i tak Cie nie przekonam, zatem juz koncze, zyczac milego dnia.


  Protest przeciwko rzezi fok w Kanadzie!


A juz export _skor_ z Kanady do _Rosji_ to ROFTL.
Zeby sie nie okazalo ze to tak jak z platforma Shella bylo. Jak chcieli
ja zatopic, gdzies w oceanie, na pary tys. metrow gdzie praktycznie nie
ma zycia, to "ekolodzy" wrzask podniesli. Byly napisy na stacjach
benzynowych "Shell to hell" i straszna nagonka. No i firma sie ugiela,
pociela platforme i wyciagnela na lad. Operacja i pozostale odpady mimo
wszelkich srodkow ostroznosci spowodowaly wielokrotnie wieksze
zanieczyszczenie niz gdyby ja zatopic. Ale o tym juz sie nie pisalo na
pierwszych stronach.
Ja nie twierdze, ze tu sytuacja jest analogiczna, ale jakos z "pewna
taka niesmialoscia" ;) podchodze do tego typu alarmow. Zwlaszcza ze
chodzi o Kanade.



To ja z POlski przykład podam.
Kopalnia Soli w Wieliczce używała dwóch koni do prac pod ziemia. Miały
one warunki o niebo lepsze od zwierząt jakie pracuhją w gospodarstwach
rolnych. Normy pracy bardzo rygorystyczne i przestrzegane, do tego
stała opieka weterynaryjna, oświetlenie etc.
No ale przeciez 'obrońcy' wiedza lepiej. Każdy z nich Łyska z pokładu
Idy czytał. Wiedzą lepiej. Nic to, że kopalnia soli to nei kopalnia
węgla. Nic to, że końcówka XX wieku to nie wiek XIX. Wiedza lepiej.
No i zaczeli 'protestować' - czyli wyssane z palca opisy,
potwierdzone, a jakże, przez 'specjalstów' którzy nigdy tych zwierząt
nie widzieli poszły w wiat.

No i kopalnia się tez ugięła. Obydwa konie wyjechały na powierzchnię.
O tym, że po przebywaniu w stałej temperaturze, w środowisku bez
pasozytów, z minimalną ilością drobnoustrojów konie mogą miec kłopoty
'obrońcy' nie pomyśleli.  Bo po co myśleć? To męczy.
Baśka padła pół roku po wyjeździe na zapalenie płuc. Stadninie gdzie
przebywała, wskazanej, a jakże, przez 'obrońców' nie opłacało sie jej
leczyć. Drugi koń został przez górników odkupiony i odratowany ze
stanu krańcowego wycieńczenia.

No ale akcja przecież się udała i kopalnia nie maltretuje zwierząt.


  Rover2003i Mars Sample Return


| no nie pierwszy raz widac ze aby "zaoszczedzic" dziesiatki
| miliardow na pokrycie kosztownej operacji mordowania ludzi
| w jakims dziwnym kraju na naszym padole (jakos ciagle za malo
| kasy na dobre celowanie wiec trafia sie w
| afganskie szpitale)

| W odroznieniu od tych Panow w Boeingach, co nie zalowali
| kasy zeby dobrze wycelowac w te wiezowce, nieprawdaz?

no oni akurat byli troche bardziej nowoczesni skoro zastosowali
najnowsza idee walki bez broni czyli zamiast fundowac caly
zamach z wlasnej kieszeni poczekali az amerykanska fabryka
sama wyprodukuje samoloty a sami dali kase tylko za szkolenie
swoich pilotow. przy czym Ameryka zatroszczyla sie rowniez o to zeby
byli dobrze wyszkoleni i na pewno trafili w te wiezowce.



Widze, ze bardzo ich Pan lubi i ceni. Moze sie Pan przylaczy?
Pare Boeingow i wiezowcow jeszcze zostalo...

jak widac  celnosc jest po stronie tych ktorzy nic nie musieli
obcinac. bo ja dalej nie rozumiem co ma
afganska staruszka z zapaleniem pluc do ataku na WTC.



Nie zauwazyl Pan oprocz tej staruszki tysiecy brodaczy
z kalaszami, bazookami i bombami do podkladania pod
wiezowce, biegajacych tam po polach i gorach i cwiczacych
sie w celowaniu nastepnymi Boeingami?
A jak sie chowaja za swoje afganskie staruszki, to ich problem.
I tak Amerykanie sa zanadto powsciagliwi w tej wojnie.

oczywiscie ze trzeba bylo pokazac ze "nikt nam tu nie
bedzie podskakiwal nawet w naszych wlasnych samolotach"



Wcale nie o to chodzi, Szanowny Panie Karolu.
Chodzi o to, zeby nastepne samoloty nie spadaly
na nastepne wiezowce, elektrownie, fabryki (w tym produkujace
kosmiczne rakiety i rovery), ze o Bogu ducha winnych ludziach
nie wspomne.

ale niech nam nikt nie wciska ze po to sie kasuje rover za 200 mln
zeby pokryc grube miliardy.



Mysli Pan, ze ktos, komu spadaja na glowe Boeingi nie ma
nic wazniejszego do roboty, jak spokojnie sobie wysylac Pana
ulubione rovery tam, gdzie akurat Panu sie zamarzy?

-- Zenon Kulpa


  Rasowy czy z zoologa?
Płacę za szczura kilkadzieisąt a nie kilkanaście złotych i przez ponad rok nie wydaję żadnej kasy na weta.


Nie jest to az tak oczywiste i nie nalezy tak ludziom przedstawiac. Iskierka, rodowodowa jak najbardziej, w wieku 10 miesiecy miala operacje.

Moim zdaniem, ktos chce rodowodowego, to sobie kupi. A kogo nie stac, lub mu wszystko jedno - moze sobie wziac bide. Kwestia w uswiadamianiu ludzi sprawy podazu i popytu, dzialan marketingowych sklepow, skad sie biora szczury w sklepach, w jakich warunkach powinny mieszkac (w porownaniu z warunkami w sklepach) i przede wszytskim - ze zakup szczura poiwnien byc gleboko przemyslany.

Ja osobiscie jestem malo wojownicza, za to lubie gadac. No i jak widze w takim Kakadu, ze ktos sie zastanawia nad zakupem zwierzaka, to sie wtracam Zwykle ten ktos rezygnuje wowczas z zakupu np. z powodu braku odpowiednich klatek w sklepach, niedostatecznych informacji co do zdrowotnosci czy wymagan zwierzakow. No, a ktos taki, ma tez swoich znajomych i antyreklama idzie w swiat.

PS. A co do rachunkow.
Moje szczurki kundelki:
- Henia: zdrowiutka, nawet nie kichala, dopiero zlapala zapalenie pluc w wieku 2 lat
- Fatka: z hodowli bardzo wsobnej, nadcisnienie, problemy z plucami, gruczolak i cysta mlekowa sutka, w koncu umarla na guza mozgu
- Alifek, okaz zdrowia (no, raz swierzb, w wieku 2,5 roku i stluczona lapa w wieku 2 lat, tez kamien moczowy w wieku 2 lat), dopiero w wieku 3 lat zachorowal powaznie na serce
- Hela, 1,5 roku, poza zapaleniem gardla nabytym u poprzedniej wlascicielki, okaz zdrowia
- Lola, za 4 miesiace konczy 2 lata, okaz zdrowia (raz stluczona lapa).
Lola i Hela sa rodem ze sklepu, Alifek mial sklepowych rodzicow, Henia urodzila sie w domu z kundelkowatych rodzicow, Fatka byla z szalonego chowu wsobnego.

Moje szczurki rodowowdowe:
- Iskierka: gruczolakowlokniak sutka w wieku 10 miesiecy
- Shamsi: prawdopodobnie katar sienny.

Jak dla mnie wniosek prosty - argument zdrowotny, ktory ma stawiac w lepszym swietle rodowodowe, jest jak najmniej trafiony.

  Czy po śmierci mogę zostać dawcą organów?
Ja nie wiem co ode mnie by chcieli, ale rogówkę może by zabrali? Albo są przeszczepy kończyn. Skoro nerki w trumnie nie potrzebne, ręce i nogi tez nie, no chyba, że ktos chce iśc do mauzoleum, jak Lenin i tak bez ręki byłoby głupio leżeć za szybą...

Karteczkę warto mieć, racja. Jeśli przyczynę NZJ znajdą, to tym bardziej. Poza tym liczy się też sama deklaracja i pogląd na sprawę. Może dzięki nam chorym, ktoś zdrowy zmieni punkt widzienia i coś do niego trafi.

edit:

Wg tego poniżej...nie sądze by nas wszystkich z CD i CU dało sie zdyskwalifikować:
[b]Kto może być dawcą?
Nie od każdego zmarłego można pobrać narządy. Kryteria, jakie potencjalny dawca musi spełnić, zależą od rodzaju pobieranego organu:

• dawca nerek: wiek 7 dni-70 lat, brak przewlekłych chorób nerek;

• dawca trzustki: wiek 5-50 lat, brak uzależnienia od alkoholu i brak zapalenia trzustki (w wywiadzie lekarskim);

• dawca wątroby: wiek 5-50 lat, hospitalizacja na OIOM nie dłuższa niż 7 dni;

• dawca serca: wiek poniżej 50 lat, brak rozległych uszkodzeń klatki piersiowej, brak chorób serca (w wywiadzie lekarskim), krótki czas pobytu na OlOM-ie;

• dawca płuc: wiek poniżej 55 lat, brak objawów zachłyśnięcia, brak uzależnienia od palenia tytoniu (w wywiadzie lekarskim), niestwierdzony uraz płuca lub brak operacji płuca, które ma być pobrane.

W każdym przypadku konieczne jest także spełnienie określonych parametrów fizjologicznych. Oddanie narządów wykluczają również uogólnione zakażenia bakteriami, grzybami lub wirusami, zwłaszcza WZW i HIV, nowotwory złośliwe, uogólniona miażdżyca, choroby układowe powodujące uszkodzenie narządów. Przeciwwskazaniami są ponadto: wiek powyżej 70 lat, nadciśnienie samoistne, cukrzyca, nadużywanie alkoholu i środków farmakologicznych uszkadzających organy, pochodzenie dawcy ze zwiększonych grup ryzyka zakażenia wirusem HIV (prostytutki, narkomani).[/b]


  gruźlica
... Olek K napisał w artykule:
... Rafał,
... Grużlicą nie ma się co specjalnie martwić, jeśli leki. które bierzesz .
pomagają. Jest z nią troche inaczej niż myslisz.
................................ ciach .........
... Zapytasz, skąd to wiem?
... Otóż mój ojciec był chory na grużlicę w latach 40tych po wyjściu z obozu
... niemieckiego. W tym czasie nie było w Polsce antybiotyków a już zupełnie
... nie było leków, które zrewolucjonizowały leczenie grużlicy - .
bakteriostatyków.
... Nie była to byle jaka grużlica - dziura w płucu była wielkości monety .
10złotowej (przedwojennej).
... Lekarze nie dawali żadnych szans bez usunięcia chorego płuca. Operacja ta
... dawała możliwość przeżycia następnych 10 lat. Moi rodzice mieli inną .
koncepcję leczenia: DIETA !
... Nie była to dieta optymalna, bo takiej wówczas nie znano - ojciec wypijał
codziennie litr tłustej śmietany tudziez kilka jajek na surowo.
... Jadł wszystko co było tłuste i pożywne. Przestał chodzić do lekarzy.
... Gdy w 1953 roku poszedł na prześwietlenie, spytano go, "czy pan był
... kiedys chory .na grużlicę?"
...................................... ciach ............

Słyszałem o podobnym przypadku z czasów wojny na ziemiach wschodnich. Facet
miał do dyspozycji do jedzenia tylko tłuszcz stały, który rozpuszczał (nie
wiem, z jakiego zwierzęcia), bo innego jedzenia nie było. Też się tym sam
wyleczył z gruźlicy płuc.
Mój wujek, wieloletni specjalista chorób płucnych zwykł mawiać: "gruźlica
płuc, to żaden problem; dla odmiany na przykład zapalenie oskrzeli, to może
być wielki problem i skończyć się śmiercią".

Serdecznie pozdrawiam.
Janusz ze Szczecina
(na DO 31 miesięcy).

..

  Przyczyny tetniaka
Halina napisał(a):



Slawomir wrote:

Chcialem zapytac kto z Was wie jakie sa przyczyny powstawania tetniakow
(aorty
serca lub glowy). Na czym dokladniej to schorzenie polega i co jest jego
przyczyna?
Znam osobiscie trzy osoby, ktore mialy tetniaka w glowie, przeszly
operacje
przed kilkoma laty i obecnie czuja sie dobrze.
Czy powstawanie tetniakow jest to jedna z chorob ukladu krazenia i ma
scisly
zwiazek z dieta, czy tez jest od diety nezalezna (tak twierdzi Bruford).

Tetniak moze byc wrodzony a moze powstac (np w glowie) na skutek
uderzenia i zwykle z utrata przytomnosci.
Tyle wiem , bo moj maz zmarl po pierwszej operacji(mialy byc az dwie)
zaraz po peknieciu tetniaka (w glowie) i dopytywano sie mnie, czy nie
wiem o zadnym urazie glowy z utrata swiadomosci(w przeszlosci, bo
chcieli ustalic przyczyne tetniaka).
Nie chce o tym myslec nawet, chociaz kiedys mi przy przeswietleniu
pluc napisali , ze mam jakies niewielkie uwypuklenie na aorcie i czasami
czarno mi sie pomysli ale boje sie sprawdzac.;-(
Pozdrawiam Halina

Pozdrawiam

--
Wysłano ze strony http://forum.dieta-optymalna.info/
Witam!



VADEMECUM lekarza ogólnego pod redakcją Włodzimierza Bruhla i Ryszarda
Brzozowskiego:
Tętniak, Aneurysma
cyt.: ”Tętniakiem nazywamy ograniczone rozszerzenie tętnicy, pojedyncze
lub mnogie, powstające w wyniku osłabienia jej ściany.
Najczęstszą przyczyną tętniaków jest miażdżyca. Z innych przyczyn należy
wymienić kiłę, inne procesy zapalne, wrodzone defekty ściany naczyniowej oraz
urazy.
Do powstania tętniaka może dochodzić w każdym odcinku aorty, a także w każdym
właściwie odcinku układu tętniczego.”

GRIFFITH wyd. I polskie
PRZYCZYNY/ETIOLOGIA
cyt.: „ciąża, zespół Ehlrsa-Danlosa, nawracające zapalenie
wielochrzęstne, uraz klatki piersiowej, stan po operacjach sercowo
naczyniowych, martwica torbielowata błony środkowej aorty, nadciśnienie
tętnicze, zespół Marfana, stenoza aorty, koarktancja aorty, zastawka
dwupłatowa, zespół Turnera, jatrogenna: w czasie cewnikowania
tętnicy.”

Ponieważ na DO nie ma martwicy, miażdżycy i innych procesów zapalnych a ciąża
przebiega bez powikłań, więc Optymalni tętniaka wyhodować sobie nie mogą.
Urazu niestety każdy z nas może doznać, ale to już są wypadki losowe.

Pozdro.

--
Wysłano ze strony http://forum.dieta-optymalna.info/

..

  Witam! Alekssszwedo
Witam Cię Resko! Roksana dziękuje Ci za miłe słowa, pełne otuchy
Jeśli chodzi o tą operację,już odpisuję: średnica aorty u Roksany wynosiła 5,2cm(!),tutaj w irlandii lekarz stwierdził że trzeba to jak najszybciej naprawic, przez ostatni rok mama dzwoniła co tydzień prawie do polski pytac co z tym fantem... lekarze z Zabrza stwierdzili ze będzie to bardzo cieżka operacja, i że przy ZM w trakcie operacji "w jednym miejscu się szyje a w drugim rozchodzi" i i że trzeba poszukac chętnego specjalisty za granicą.Bylismy tą sprawą przerażeni, wiedzieliśmy jakie jest ryzyko z każdym następnym dniem..Roksaną zainteresował się wybitny kardiochirurg Prof.Mark Redmond( http://www.beaconmedicalg...dmond.html),SAM zaoferował się podjąc tej operacji, zadarmo.Z urodzenia irlandczyk, całe życie w stanach zjednoczonych, wrócił do irlandii w 2000r (specjalista operacji osób z ZM).Operacja odbyła sie w Dublinie w Crumlin Hospital For Sick Children
, trwała 9 godzin, Roksana już po 6 dniach była w domu (!).Wszystko skonczyło się pomyślnie, fakt że po 7 dniach Roksana znowu znalazła sie w szpitalu , ale na zapalenie płuc,teraz już jest ok.Fantastyczny człowiek, wyobraź sobie że miesiąc po operacji Roksana dostała od niego list, iż ma nadzieję że u niej wszystko ok, i życzy jej wszystkiego naj.. w przyszłości (aż łza sie w oku kręci...).No a z Polski do DZISIAJ nie ma odpowiedzi odnosnie terminu operacji, nadal nie wiedzą ze Roksana jest juz PO.Myślimy że tak to chyba miało byc z tą irlandią, z tą naszą Roksanką, że akurat znalazła się tutaj w tym czasie i pod opieką tego lekarza nie sądzisz??jesteśmy bardzo zadowoleni z opieki lekarskiej wbrew opiniom jakie krążą o wyspach.Dziękujemy Bogu że jest z nami, z Roksaną, dziekujemy za każdy dzień.To na tyle, i jeśli masz ochotę zajrzyj na link który posyłam, zawiera parę najważniejszych informacji o lekarzu który ją operował.Pozdrawiam cieplutko, Ola

  Antybiotyk konieczny przy kastracji?
Ma to ogromne znaczenie , bowiem np. w tutejszych lecznicach nie oddaja niewybudzonych zwierzakow tylko do czasu wybudzenia oswietlaja je lampami , podobno po zabiegu temperatura ciala sie obniza i grozi to choroba , a tego by jeszcze brakowalo ...



jesli temperatura zbytnio sie obnizy to choroby typu zapalenie pluc itp. sa najmniejszym zmartwieniem. hipotermia jest stanem zagrozenia zycia.

narkoza powoduje zwolnienie metabolizmu - a to z kolei obnizenie temperatury - u niektoych zwierzat bardziej, u innych mniej (cecha osobnicza) sa w polsce lecznice w ktorych zwierzeta oddaje sie nie tlko po wybudzeniu - ale rownie wazne jest by spadek temperatury sie juz zatrzymal i zeby zaczela rosnac - bo zdarza sie, ze zwierze mimo iz jest juz w stanie chodzic - to temperatura wciaz sie obniza. Mialam taka sytuacje z moja suka, ze od paru ladnych godzin byla juz wybudzona (operacja okolo 12, wyruszenie do domu o 22) i gdy wrocilo sie do domu miala 34 stopnie (!)

paulinka - dobrze ci radzimy - oszukaj weta ktory to juz robil, bo to nie jest tylko "kwestia dawkowania narkozy" - bo jesli nawet wetka poda idealna dawke, ale np. narkamonu - to swinki zywej juz nie ujrzysz. podobnie jesli poda antybiotyk stosowany standardowo po zabiegach.

Co do szwow - to u roznych gatunkow jest roznie - u swinek akurat sie zazwyczaj zaklada.

kastracja u psa czy kota to nie to samo co u swinki morskiej - choc wygladac moze niby ientycznie to jednak sa roznice - chocby co do wielkosci - a wielkosc w weterynarii to BARDZO wiele. Widzisz - ty tej wetki nawet nie znasz, nie wiesz jakie operacje przeprowadzala - nie wiesz nawet czy dobra jest - i to juz powod by z niej zrezygnowac. Dla przykladu - znam taka jedna wetke, ktora zajmuje sie TYLKO chirurgia, potrafi przeprowadzac BARDZo skomplikowane operacje - jednak sterylki mojej krolicy wolala sie nie podejmowac. Dlaczego? bo jenak sa pewne roznicei wolala tego nie robic - mimo, ze sterylek przeprowadzala juz cala mase na roznych gatunkach - u krolikow tez...

a jesli bys sie jednak uparla - to nawet sie nie waz pisac ze "to my cie namowilismy do kastracji" i ze to przez nas cos poszlo nie tak...

  [ All ] Zabawa w skojarzenia
forum a6klub audi a6 TDI kle,kle,kle bocian Atlas siłownia Pudzian TIR szosa pani lekkich obyczajow lody syf 50Euro 55 litrow paliwa 3/4 baku Afganistan bomba zegar godzinka 60 minut night klub ladna pani mini laska język rosyjski Putin Moskwa drogie fury Maybach "RFN" Mur Berliński Scorpions zespół scena awantura pomidory kawał chłop baba lekarz rozbierać poker hazard bankrut klapa kibel spluczka kupa sedes tron królowa pionek szach mat połysk polerka lakiernik blacharz wyginać ciało śmiało Madagaskar bajka kreskówka Bolek i Lolek na dzikim zachodzie kaktus kolce bolce pręty skręty marycha holandia wujek rodzina na obrazku kolenda ksiądz chłopcy kastracja eunuch harem bigamia sex para lokomotywa wagon bilet kino popcorn chrupać chipsy papryka ostra igla nitka kłębek mętlik głowa główka paluszek grzebać zwłoki prosektorium sekcja diagnoza operacja żyje rehabilitacja pielęgniareczki zastrzyk znieczulenie narkoza odlot samolot stiuardeski pilot telewizor ściana obraz monalisa podróbka oryginał części złożyć gips odlew sik prostata stekanie przeje@#$ne mocno wyrok sędzina kuratorka sankcja kraty Szkocja kobza dmuchać alkomat balonik kondom burdel prostytutki czułości pocałunek pieszczoty wsadzać i wyciągać lizac pluć huligan kibol wierność uczciwosc małżeńska i ze cie nieodpuszcze az do smierci blef rozwód alkohol narkotyki policja psy

dobra ide zapalic!!

  [ All ] Zabawa w skojarzenia
[quote="MR.A6"]forum a6klub audi a6 TDI kle,kle,kle bocian Atlas siłownia Pudzian TIR szosa pani lekkich obyczajow lody syf 50Euro 55 litrow paliwa 3/4 baku Afganistan bomba zegar godzinka 60 minut night klub ladna pani mini laska język rosyjski Putin Moskwa drogie fury Maybach "RFN" Mur Berliński Scorpions zespół scena awantura pomidory kawał chłop baba lekarz rozbierać poker hazard bankrut klapa kibel spluczka kupa sedes tron królowa pionek szach mat połysk polerka lakiernik blacharz wyginać ciało śmiało Madagaskar bajka kreskówka Bolek i Lolek na dzikim zachodzie kaktus kolce bolce pręty skręty marycha holandia wujek rodzina na obrazku kolenda ksiądz chłopcy kastracja eunuch harem bigamia sex para lokomotywa wagon bilet kino popcorn chrupać chipsy papryka ostra igla nitka kłębek mętlik głowa główka paluszek grzebać zwłoki prosektorium sekcja diagnoza operacja żyje rehabilitacja pielęgniareczki zastrzyk znieczulenie narkoza odlot samolot stiuardeski pilot telewizor ściana obraz monalisa podróbka oryginał części złożyć gips odlew sik prostata stekanie przeje@#$ne mocno wyrok sędzina kuratorka sankcja kraty Szkocja kobza dmuchać alkomat balonik kondom burdel prostytutki czułości pocałunek pieszczoty wsadzać i wyciągać lizac pluć huligan kibol wierność uczciwosc małżeńska i ze cie nieodpuszcze az do smierci blef rozwód alkohol narkotyki policja psy kynologia nauka

mr.a6 chodz zapalic

  Historia Mai.....
Maja urodziła się 08 stycznia 2007r w 36/37 tygodniu ciąży przez cesarskie cięcie. Przyszła na świat 3 tygodnie wcześniej, co było wynikiem wielowodzia(za dużo wód płodowych) oraz ogromnego stresu, jaki przeżywałam już od 24 tyg ciąży, kiedy to przy kontrolnym USG oraz UKG wykryto u maleństwa wadę serca.



Pomimo wcześniejszego rozwiązania, Maja ważyła dobre 3380, ale punktów Appgar dostała 6/7, głównie z powodu sinicy oraz niewydolności oddechowej. Uprzedzeni o podejrzeniu wady serca, lekarze zaintubowali dziecko i przetransportowali do katowickiej Kliniki na OIOM.

Tutaj Maja spędziła 2 m-ce pod respiratorem. W międzyczasie planowano operację serca, ale ze względu na liczne i ciężkie infekcje(posocznica, gronkowiec, niedokrwistość, pneumonia zapalenie płuc), termin oddalano.

Były dni, kiedy słyszeliśmy, że nasze dziecko jest w tak ciężkim stanie, że nie wiadomo czy przeżyje kolejną dobę. Innym razem „skarżono się” nam, że nasza Maja strasznie łobuzuje w inkubatorze, wyrywa sobie respirator z nosa i sondę z żołądka. Dziwiono się, skąd tak chore dziecko ma tyle siły i zawziętości do walki ze sprzętem medycznym

więcej tutaj

Dane do przelewu darowizny
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą"
50 1020 1156 0000 7902 0007 7248
Darowizna na leczenie i rehabilitację Mai Błońskiej
Za okazaną jakąkolwiek pomoc serdecznie dziękujemy

rodzice

( na prośbę znajomych z Poznania )

  Krwi wciąż za mało!
Czy wiesz, ze za każdym wbiciem igły w Twoja żyłę zostaje blizna - strup, który to uwolniony pływa sobie w Twoim obiegu i może być powodem rożnego rodzaju zatorów np. w mózgu, sercu - thrombus - zakrzep - skrzeplina?

Czy wiesz, ze większość konserw krwi zużyta jest przez przemysł farmaceutyczny, który to organizuje tego rodzaju kampanie oddawania krwi oraz płaci wielkie pieniądze za ten TOWAR stacjom pobiorczym?!

Czy wiesz, ze przy każdym oddaniu krwi robiony są testy PCR (pisałem o tym w wątku "Będą zamykać szkoły....."?
Oszukańcze testy, po których to można wmówić Tobie wirusowe choroby np. HIV lub Hepatitis C oraz zmusić Ciebie do bezwiednego poddania się niebezpiecznemu "leczeniu". I nie tylko leczeniu (czasami na śmierć - hiv) lecz bolesnemu stygmatyzowaniu.

Czy wiesz, ze w Polsce 80% operacji jest niepotrzebnych a robione są tylko celem generowania dochodów? Dlatego tez dobrowolne oddawanie krwi uzasadnione i niewątpliwie ważne jest tylko w przypadkach wielkich ludzkich katastrof.

Czy wiesz, ze konserwa krwi zdatna jest do użytku maksymalnie w przeciągu 42 dni?

Czy wiesz, ze transfuzje krwi w większości przypadków (70%) są nie tylko niepotrzebne ale wręcz szkodliwe dla pacjenta?
Infekcje, zapalenie płuc, zakłócenie gojenia się ran, reakcje alergiczne, wydłużenie pobytu na stacji intensywnej terapii oraz dużo większe prawdopodobieństwo śmierci to tylko kilka z ubocznych (niepożądanych) skutków transfuzji krwi!

Czy wiesz, ze krew, która Ty oddajesz za darmo zanim dotrze do pacjenta osiąga wartość 2000 Euro? Za która to NFZ (a wiec TY) musi zapłacić.
(80 Euro jak wychodzi ze stacji pobiorczej, następnie uciążliwe drogie patentowane testy bezpieczeństwa, przechowywanie itd = 2000 Euro).

Czy wiesz, ze teoretycznie każdy pacjent kilka tygodni przed operacja może wcześniej zostawić swoja własną krew?

Istnieje jeszcze wiele innych możliwości oszczędności krwi pacjenta podczas operacji. Ale naturalnie tylko wtedy kiedy operator o tym wie.

Ludzka krew to przede wszystkim wielki business! Dlatego tak wiele jest kampanii (sterowanych przez przemysł farmaceutyczny) zachęcających do oddawania krwi.

Krew ratuje życie, ale przede wszystkim zapewnia dobrobyt ludziom businesu.

  [14-01-2009] Vaclav Havel w ciężkim stanie


Były prezydent Czech Vaclav Havel, który został hospitalizowany z powodu problemów układu oddechowego, jest w stanie ciężkim, ale stabilnym i "jego życiu nie zagraża na razie niebezpieczeństwo" - poinformowali lekarze.
- Obawiamy się narastania procesów zapalnych w płucach, których konsekwencje mogłyby być fatalne - powiedział jednak lekarz Boris Sztastny. Dodał, że Havel oddycha za pomocą maski tlenowej.

Nad stanem zdrowia 72-letniego Havla czuwa rada lekarska, w której skład wchodzi kilkunastu specjalistów. Rada wyklucza na razie jakiekolwiek schorzenie o charakterze "onkologicznym".

Fragment autobiograficznej książki Havla - w serwisie czytelnia.onet.pl

W środę rano lekarz Boris Sztastny powiedział, że u Havla doszło do poważnych komplikacji płucnych po poniedziałkowej operacji laryngologicznej. Jak dodał, Havel przeszedł operację wycięcia wrzodu tchawicy, który powstał w miejscu, gdzie kilka lat temu przeprowadzono mu tracheotomię.

Według Sztastnego po dwóch dniach od operacji jeden z płatów prawego płuca Havla przestał funkcjonować z powodu nagromadzenia śluzu i krwi. "To upośledzenie wentylacji jest poważne, bo kilka lat temu Havlowi wycięto płat środkowy tego płuca na skutek procesu nowotworowego" - dodał rano lekarz.

"Stopień utlenienia krwi jest odpowiedni. Dziś przekonamy się, czy śluz zniknie, czy też będzie konieczna bronchoskopia" - uzupełnił Sztastny.

W przeszłości Havel kilkakrotnie poważnie chorował; m.in. w 1996 roku z powodu nowotworu złośliwego usunięto mu płat prawego płuca, a w roku 1998 podczas urlopu w Austrii doznał perforacji jelita grubego i przeżył tylko dzięki szybko przeprowadzonej operacji.

Źródło: Onet.pl

  Luciano Pavarotti nie żyje



Smutne wieści nadeszły z Włoch. Zmarł Luciano Pavarotti, najsłynniejszy tenor świata. Miał 72 lata. Przegrał walkę z rakiem trzustki. A jeszcze kilka tygodni temu odwiedzał studio i nagrywał nowe utwory.



Pavarotti przeszedł operację trzustki i kilka cyklów chemioterapii. Jak niedawno zapewniała jego rodzina, zachował włosy i nie stracił na wadze. "Przy tej chorobie nigdy nic nie wiadomo, ale myślę, że Luciano się udało, że wyzdrowiał" - mówiła jego żona w lipcu, zapewniając, że śpiewak pracuje w studiu nagrań.

Wczoraj włoskie media podały, że tenor jest w bardzo poważnym stanie. Dziś o świcie nadeszła tragiczna wiadomość. Słynny tenor odszedł. Przegrał walkę z chorobą. Zmagał się nie tylko z rakiem, ale również z ciężkim zapaleniem płuc.

Od czasu operacji trzustki w lipcu 2006 roku słynny tenor nie pokazywał się publicznie.

Luciano Pavarotti występował ponad 40 lat. Debiutował w 1961 roku jako Rudolf w "Cyganerii" Pucciniego. Publiczność od razu go pokochała. Zresztą Pavarotti często udowadniał widzom, że ta miłość jest obustronna. Chętnie występował w parkach i na festiwalach, nagrywały z nim gwiazdy - Bono z U2, Ricky Martin, Eric Clapton.

Zasłynął jako jeden z "Trzech Tenorów". Śpiewał wtedy z Placido Domingo i Jose Carrerasem. Sprzedał ponad 100 milionów płyt. W 1995 roku wystąpił w Polsce.

Karierę zakończył w 2004 roku. Niespodziewanie zerwał swą pożegnalną trasę dookoła świata.

[']

  Narkoza zwiększa ból po operacji
Zabieg to tylko początek bólu. Potem pojawiają się cierpienia wywołane przez... środek znieczulający

- Narkoza może przyczyniać się do zwiększenia pooperacyjnego bólu i powstania stanu zapalnego – uważa dr Gerard Ahern z Georgetown University Medical Center w Waszyngtonie. To zaskakujące odkrycie zostało opisane w najnowszym wydaniu „Proceedings of the National Academy of Sciences".

Narkoza, czyli znieczulenie ogólne, jest jednym z najpopularniejszych sposobów ochrony pacjenta przed bólem podczas operacji. Jednak na zabiegu ból się nie kończy, bo i potem często odczuwamy jego skutki w postaci bólu w płucach czy zwiększonej wrażliwości na zastrzyki. Naukowcy pod kierunkiem dr. Aherna postanowili sprawdzić, dlaczego tak się dzieje.

Badacze przyjrzeli się sposobowi działania popularnych środków do anestezji wziewnej: sewofluranowi i izofluranowi. Podejrzewali bowiem, że gazy te wpływają na zakończenia nerwowe (receptory) odpowiedzialne za odczuwanie bólu na skutek drażnienia substancjami pochodzenia roślinnego, np. chrzanem, chilli czy wasabi.

– Receptory bólowe w nerwach obwodowych odbierają te bodźce jako ostry, palący ból – wyjaśnia dr Ahern.

Aby sprawdzić, w jaki sposób znieczulenie ogólne wpływa na te receptory, naukowcy poddali testom myszy laboratoryjne. Gryzonie, które pozbawiono receptorów, nie odczuwały bólu po zastosowaniu środka znieczulającego. Dla odmiany normalne myszy w pełni doświadczyły zarówno bolesnych skutków narkozy, jak i zwiększenia intensywności stanu zapalnego.

– Do tej pory nie zdawaliśmy sobie sprawy, że użycie środków znieczulenia ogólnego powoduje uwolnienie wielu substancji chemicznych, które skupiają uwagę układu odpornościowego na zakończeniach nerwowych, co z kolei wywołuje zapalenie i potęguje ból – mówi dr Ahern.

Te dolegliwości mogą się utrzymywać od kilku do kilkunastu godzin po zastosowaniu narkozy. Badacze odkryli też, że środki znieczulające mogą wywołać długotrwałą nadwrażliwość receptorów, która prowadzi do stopniowego narastania bólu po zabiegu.

– Wybór środka znieczulającego wydaje się być czynnikiem decydującym o intensywności bólu pooperacyjnego – twierdzi dr Ahern i dodaje, że teraz odkrycie to musi zostać sprawdzone u ludzi.

Źródło : Rzeczpospolita

  Cel bożych przykanań- czy On istnieje?
Ja też sie ostatnio nad tym wszystkim zastanawiam. Wiem, że Jezus był i istniał (są na to dowody historyczne), i wierzę również w to coś, albo tego kogoś, kogo nazywamy Bogiem czy Opatrznością. Wierzę, pomimo że przyjmuję równiez możliwość, że tego nie ma. Że faktycznie świat powstał w Big Bangu, a ziemia powstała z odłamków skalnych i życie rozwinęło sie z bakterii itd.
Ale wrócmy do tematu. Wierzę w Boga, ale niekoniecznie wierzę, że ma On jakiś realny wpływ na życie na Ziemi. A przynajmniej nie w moim wypadku. A stało się to po tym, jak zauważyłem, że moje modlitwy spełniają sie na odwrót. Wiem, ze to brzmi dziwnie, ale tak jest. Zacznijmy od błahostek. Modliłem się do Boga o dobry, udany dzień. Był to dzień do d**y. Na konkursie z matematyki, na początku poprosiłem Ducha Świętego o pomoc. Efekt? Poszło fatalnie... Ostatnio moja mama znalazła się w szpitalu, z silnymi nerwobólami w kręgosłupie. Czekała ją operacja. Modlilem sie o zdrowie dla niej. Niedługo po tym dostała na dokładkę zapalenie płuc. Od tamtych chwil przestałem O COKOLWIEK prosić Boga w modlitwie. Jedyne co robię, to dziękuję Mu i przepraszam za grzechy. Odkąd Go o nic nie proszę, jakby zaczeło mi sie lepiej układać...
Ponadto dochodzi "zbrodnia i kara". Co z tego, że popełniam cięzki grzech, skoro nastepnego dnia dostaje szóstke z klasówki i mam zajebisty dzionek. Gdyby Bóg faktycznie interweniował, powinien mnie za to ukarać i obdarzyć mnie np. nieudanym dniem. Albo może Bóg planuje jakąś długoterminową kare, nie wiem. W każdym razie nie wierze już w to, że gdy bede dobry i pobozny to będzie mi lepiej w życiu bo to nieprawda, prznmj w moim wypadku.

Ponadto pojawił sie w mojej głowie inny "pomysł", inna idea co do religii. To, o czym wspominałem wcześniej. Nie mówie, że ja tak uważam, ale przyjmuję, ze jest taka możliwość. A więc moja teza głosi tak: Boga nie ma, nie ma tych wszystkich sił i duchów jak anioły, szatany itd. Jest tylko zakorzeniona w ludziach wiara w nie. A ponieważ ludzki umysł jest potężny (czytalem niedawno o medytacjach i sam to czasem praktykuje), a zwłaszcza jego sila podświadomości,za pomoca której można wszystko. A wiec ktos sie modli o zdrowie dla ojca. Wierzy w to. ta wiara przenika do jego podświadomosci, która z kolei uruchamia mechanizm przekazywania sygnałów przez nadświadomosc (taki proces tez został udowodiony naukowo) do osoby chorego, i już jego własna podświadomość sprawia, że on zdrowieje. Wszystko odbywa się na drodze impulsów przesyłanych falami czy jakąś inna drogą. Rozumiecie sens?

Chciałbym wiedziec co myślicie o tych o czym mówiłem w tych moich wypocinach

  Hamowanie ochronne metodą Pawłowa
Fragment rozmowy z profesorem Andrzejem Jaczewskim z "Gazety Wyborczej":

Ostatniego grudnia 1955 roku wróciliśmy z matką do Warszawy. W Instytucie Matki i Dziecka dostałem stypendium i zainicjowałem badania nad przyczynami zgonów niemowląt. Wtedy panowała nauka radziecka, tzw. pawłowizm. To było tylko teoretycznie oparte na nauce Pawłowa, bo Pawłow był wielkim uczonym, natomiast ten pawłowizm to podczepianie się idiotów pod autorytet.

Na czym to polegało?

Na tzw. hamowaniu ochronnym. Teoria była taka, że nie trzeba operować, żadnych zabiegów, tylko pacjent musi spać i sam organizm zwalczy chorobę. Antybiotyk - tak. I taka cholerna baba, nasza szefowa, propagowała ten pawłowizm w Instytucie Matki i Dziecka. Pamiętam jak dzisiaj przypadek - było takich dużo - że przywieźli do szpitala niemowlę, chłopca. Był synem lekarza i miał zapalenie opłucnej z ropniem i z wentylem, czyli sytuacja, że płuco jest uciskane przez ropę, przy każdym wdechu wchodzi tam powietrze i już nie wychodzi. Ucisk na płuco jest coraz większy i dzieciak się dusi. Wziąłem dzieciaka do rentgena: "Kolego, jego trzeba natychmiast operować, przecież się udusi". Pobiegłem do szefowej: "Pani profesor (nie była profesorem, ale tak się do niej mówiło), tak i tak", byłem zaaferowany, a ona na mnie: "Takimi metodami to się w Gorlicach postępowało, u nas stosuje się hamowanie ochronne metodą Pawłowa. W związku z tym żadnej operacji, żadnego nacinania, tylko proszę dać mieszankę Pawłowa".

Czyli pacjent ma spać w ogóle nieleczony?

Mieszanka Pawłowa to był alkohol, glukoza i luminal. Dzieciak był pijany i zasypiał. Jak mu nic nie było, pół biedy, ale ten się dusił, no i umarł. I, wie pan, musiałem zejść na izbę przyjęć, żeby ojcu powiedzieć, że dzieciak nie żyje. Dlatego do dziś dnia pamiętam, że się nazywał Broniek, na imię miał Włodek i miał sześć miesięcy.

[ Dodano: 07 Lis 2005 08:46 pm ]

  Michał ma roczek
Ponieważ bezpośrednie zagrożenie życia minęło, więc zaczęliśmy się dowiadywać co było przyczyną problemów zdrowotnych Michała. Obydwoje byliśmy przebadani, ciąża do 21 tygodnia przebiegała bez problemu, więc dręczyło nas pytanie co się stało ?
Niestety ponownie wpadliśmy w poziom informacji daleko odbiegający od poziomu, reprezentowanego przez dr Migdała...
Jako pewnik przekazano nam informację, że Michał ma kardiomiopatię spowodowaną najprawdopodobniej przez wadę genetyczną, co powoduje problemy z mięśniówką serca. Moje pytanie skąd ta pewność (że to wada mięśniówki) usłyszałem, że dr Birbach powiedział, tak po operacji... Wyszliśmy z żoną załamani z gabinetu. Ona usiadła do internetu szukać informacji, ja natomiast postanowiłem dowiedzieć się od doktora Birbacha, do którego mieliśmy bardzo duże zaufanie jak jest z tym sercem Michała. Na szczęście następnego dnia była sobota i dr Birbach miał dyżur. Bez problemu zgodził się porozmawiać. Gdy opisałem mu, o czym się dowiedziałem, bardzo się zdziwił, zwłaszcza, gdy wskazałem jego, jako źródło informacji. Dr Birbach potwierdził, że mięśniówka serca Michała była inna (taka jak masło), ale jako przyczynę takie stanu wskazał wcześniactwo a nie wadę genetyczną, powiedział, że jak na takie przejścia to serce nie wyglądało źle i abyśmy się zbytnio nie martwili. Wieczorem, przyszedł do nas aby zobaczyć jak się ma jego pacjent i bardzo nas pocieszył, że Michał wygląda dobrze a rana się pięknie goi. Trochę nas to uspokoiło. W poniedziałek moja żona postanowiła porozmawiać jeszcze raz odnośnie tej domniemanej wady genetycznej, gdyż wyczytała że w takiej sytuacji można zrobić testy przesiewowe. I tu nagle okazało się że owszem, takie testy się robi ale jest to badanie skomplikowane i drogie a tu nie ma jednoznacznych wskazań. Uznaliśmy że szkoda czasu i pieniędzy na takie badania, a dodatkowo uznaliśmy, że nie ma sensu starać się czegoś dowiedzieć, gdyż usłyszenie spekulacji jako faktów już przerabialiśmy i poza niepotrzebnym stresem nic to nie wnosiło.
Kolejna kontrola wykazała, że zapalenie płuc u Michałka praktycznie zostało wyleczone, neurolog nie miał żadnych zastrzeżeń, natomiast wykonane badanie słuchu i wzroku były niepokojące, Michał miał retinopatię 2 st. i stwierdzono niedosłuch lewego ucha.
Kolejny raz poczuliśmy się przytłoczeni rzeczywistością, sil dodawała nam świadomość, że Michał ładnie przybiera na wadze, a to jest kluczowe dla jego ewentualnego wypisania ze szpitala.

cdn ...

  Tragiczny wypadek Zientarskiego
Planowana na dziś operacja ortopedyczna Macieja Zientarskiego została przełożona - podała gazeta.pl. Przyczyną jest podejrzenie zapalenia płuc.

więcej na Wiadomowsci o2.pl

  Rover2003i Mars Sample Return

| no nie pierwszy raz widac ze aby "zaoszczedzic" dziesiatki
| miliardow na pokrycie kosztownej operacji mordowania ludzi
| w jakims dziwnym kraju na naszym padole (jakos ciagle za malo
| kasy na dobre celowanie wiec trafia sie w
| afganskie szpitale)

| W odroznieniu od tych Panow w Boeingach, co nie zalowali
| kasy zeby dobrze wycelowac w te wiezowce, nieprawdaz?

| no oni akurat byli troche bardziej nowoczesni skoro zastosowali
| najnowsza idee walki bez broni czyli zamiast fundowac caly
| zamach z wlasnej kieszeni poczekali az amerykanska fabryka
| sama wyprodukuje samoloty a sami dali kase tylko za szkolenie
| swoich pilotow. przy czym Ameryka zatroszczyla sie rowniez o to zeby
| byli dobrze wyszkoleni i na pewno trafili w te wiezowce.

Widze, ze bardzo ich Pan lubi i ceni. Moze sie Pan przylaczy?
Pare Boeingow i wiezowcow jeszcze zostalo...



najwybitniejszym generalom to ze wrog jest wrogiem nie przeszkadzalo doceniac
jego przemyslnosci. niszczenie panstwa wykorzystujac jego wlasne zasoby i
prowadzenie wojny bez broni nie kazdy by wymyslil.

| jak widac  celnosc jest po stronie tych ktorzy nic nie musieli
| obcinac. bo ja dalej nie rozumiem co ma
| afganska staruszka z zapaleniem pluc do ataku na WTC.

Nie zauwazyl Pan oprocz tej staruszki tysiecy brodaczy
z kalaszami, bazookami i bombami do podkladania pod
wiezowce, biegajacych tam po polach i gorach i cwiczacych
sie w celowaniu nastepnymi Boeingami?
A jak sie chowaja za swoje afganskie staruszki, to ich problem.
I tak Amerykanie sa zanadto powsciagliwi w tej wojnie.



ale skoro maja tyle kasy po cieciach w NASA to czemu trafiaja staruszki a nie
brodaczy?

| oczywiscie ze trzeba bylo pokazac ze "nikt nam tu nie
| bedzie podskakiwal nawet w naszych wlasnych samolotach"

Wcale nie o to chodzi, Szanowny Panie Karolu.
Chodzi o to, zeby nastepne samoloty nie spadaly
na nastepne wiezowce, elektrownie, fabryki (w tym produkujace
kosmiczne rakiety i rovery), ze o Bogu ducha winnych ludziach
nie wspomne.



jak widac spodziewanego ataku przy starcie STS-108 nie bylo.

| ale niech nam nikt nie wciska ze po to sie kasuje rover za 200 mln
| zeby pokryc grube miliardy.

Mysli Pan, ze ktos, komu spadaja na glowe Boeingi nie ma
nic wazniejszego do roboty, jak spokojnie sobie wysylac Pana
ulubione rovery tam, gdzie akurat Panu sie zamarzy?



mysle ze mowienie "musimy obciac te 200 mln bo finansujemy mordowanie za 10
mld" to tekst ktory nie nadaje sie nawet dla dzieci w przedszkolu. prawda jest
ze sie tnie zeby miec kase na wojne ale nieprawda jest ze uciecie tych 200 bylo
potrzebne albo cos zmienia. latwo mowic ze trzeba ciac bo jest wojna ale za sto
lat nikt nie bedzie pamietal kto to byl Laden tylko ze pradziadowie woleli sie
mordowac zamiast latac w kosmos i nasze wnuki beda zapoznione w rozwoju jako
space fairing civilisation.
Pozdrawiam


  ciężka sprawa
Poznaliśmy się jakieś półtorej roku temu. Dziwnym zrządzeniem losu znaleźliśmy
się w tej samej grupie na roku. Na początku nie zwracałem na nią uwagi - ot,
jedna z koleżanek - myślałem. Z biegiem czasu jednak zainteresowałem się nią -
okazało się, że ma naprawdę nieprzeciętną osobowość i niezwykłe wnętrze; no i
jak ładnie sie uśmiecha...
Kolejne zauroczenie - pomyślałem sobie. Parę razy zdarzało mi się takie coś,
parę razy dawałem sobie z takimi rzeczami radę. Miałem nadzieję - choć to
głupie sformułowanie - chciałem żeby było tak i tym razem. Dlaczego? Trochę
pewnie ze strachu. Poza tym jeden z moich przyjaciół "starał się" o jej
względy. Wyglądało na to, że starał się skutecznie i że rzeczywiście coś z
tego ich związku będzie. Jednak w marcu ten mój przyjaciel znalazł sobie inną
dziewczynę i tą, o której mówię, zostawił na lodzie. Nawiasem mówiąc okazało
się wtedy, że facet jest kompletnym idiotą i że szacunek dla płci przeciwnej
to zupełnie obce dla niego pojęcie. Kasia szybko zobaczyła jaki on jest
naprawdę, ja zresztą też się o tym przekonałem. Dzisiaj już kolegami nie jesteśmy.
Od tego momentu jakoś się do siebie z Kasią zbliżyliśmy. Zaczęliśmy częściej
rozmawiać, spotykać się - ot, tak po prostu bez żadnych zobowiązań. Wtedy to
zrozumiałem jaka z niej wspaniała dziewczyna - i zamiast się odkochać -
kochałem jeszcze bardziej.
Przyszły wakacje - ona wyjechała w swoją stronę, ja w swoją - w końcu
nadarzyła się okazja, żeby wybić sobie ją z głowy. Okazało się, że to nie
takie proste. Zaczęła do mnie pisać i swoimi sms'ami zwierzała mi się ze
swoich problemów. Opowiadała mi o wszystkim co ją dręczy, o śmierci mamy, o
kłopotach z zaśnięciem... Wtedy zacząłem się łudzić - że jestem dla niej kimś
ważnym. Po krótkim czasie tak przyzwyczaiłem się do naszego sms'owania, że
dosłownie czekałem do 3, czasem do 4 w nocy aż cokolwiek do mnie napisze
(zwykle pisała kiedy męczyła się ze snem).
Pod koniec lipca powiedziała, że wyjeżdża do początku października do Szwecji.
No to koniec - pomyślałem - wszystko się urwie. Ale nie urwało się -
kontaktowaliśmy się ze sobą nawet gdy ona była za granicą.
Wróciła wcześniej z wojaży, bo zachorowała. Początkowo miało to być zwykłe
przeziębienie, potem przerodziło się w zapalenie płuc. W końcu trafiła do
szpitala. Bardzo się o nią martwiłem. Starałem się ją jakoś pocieszyć;
odwrócić jej uwagę od przykrych rzeczy...
Szczęśliwie zdołała wrócić na rozpoczęcie roku akademickiego... jednakże nasze
powitanie było... chłodne. Praktycznie nie mówiliśmy do siebie nic. Naprawdę,
ciężko było mi stać spokojnie i nie wziąć jej w ramiona...
Czas płynął... Mnie się zdawało, że wszystko się rozwija. W końcu zaczęliśmy
ze sobą rozmawiać w ten sam sposób w jaki sms'owaliśmy. Zaczęła mówić mi, że
się jej podobam, że mnie bardzo lubi, że traktuje mnie jak przyjaciela.
Brakowało mi tutaj jednego słowa: tylko.
Równocześnie dowiedziałem się, że jakiś facet zaczyna się koło niej kręcić,
potem dowiedziałem się, że i ona jakby kręci się wokół tego faceta... I
jednocześnie cały ten czas utrzymywaliśmy - zdawałoby się 0 bardzo dobry
kontakt ze sobą.
Wkrótce potem rozstali się; znowu zacząłem sobie wyobrażać nie wiadomo co;
znowu miałem jakąś nadzieję.
Stało się jednak coś strasznego - Kasia bardzo poważnie zachorowała. Diagnoza
- guz mózgu - brzmiała jak wyrok.
To niezwykłe, że ona się nie załamała i pozostała dzielna.
I wygrała z chorobą.
Tuż przed jej operacją zostawił ją inny facet (kolejny chyba trzeba by
powiedzieć :( ) dla innej dziewczyny.
A ja zostałem z nią. Odwiedzałem ją w szpitalu każdego dnia. Zrezygnowałem z
egzaminów, zajęć na uczelni... czułem... czułem, że muszę być przy niej. Kiedy
tak leżała po operacji - na wpół sparaliżowana... mogłem trzymać ją tylko za
rękę i słuchać tego co mówi.
Na szczęście z jej zdrowiem wszystko idzie ku lepszemu. I znowu sms'ujemy. I

Ale czy tylko?

To niesamowite, ale Kasia jest taką osobą, która ma coś takiego w sobie, co
przyciąga do niej ludzi. Jakieś wewnętrzne ciepło.
Chciałbym, żeby była szczęśliwa... ale ciągle wraca mi do głowy taka myśl, że
ona zasługuje na kogoś lepszego, na prawdziwego księcia z bajki... Sama w
końcu jest księżniczką...

Wiem, że ci wytrwali, którzy to przeczytali zaraz zaczną się nade mną
pastwić... W każdym razie liczę na jakąś obiektywną opinię.

Pozdrawiam.


  Źrebak 2 tygodnie, prawdopodobn. kulawka, od środy bez matki
Nic mi o tym nie wiadomo. Potrzebny jest lek dla ochrony przed wrzodami i tyle. Nazw nie znam.

Zrobiłam mini-plakaty do wydrukowania dla Grafen Waldera, można wywiesić w miejscowych sklepach zoologicznych, na słupach ogłoszeń, zapraszam:

****************************************************************************
"Są przysługi tak wielkie, że można za nie odpłacić tylko niewdzięcznością."
Aleksander Dumas

Fundacja Pro Equo ratuje źrebaka-niemowlaka!!!

Miesiąc temu zadzwonił rolnik. Powiedział, że chce oddać dwutygodniowe źrebię, bo jest chore, a on sam nie ma dla niego czasu. Źrebak nie wstawał, nie mógł napić się mleka matki.

Kilka dni później pojechałyśmy aby odebrać źrebaka. Okazało się, że źrebak jest poważnie chory i wymaga natychmiastowego leczenia.
Od razu po zabraniu z gospodarstwa pojechał w długą podróż do Kliniki we Wrocławiu, gdzie spędził dwa tygodnie na leczeniu stacjonarnym.
Lek. vet. Andrzej Golachowski z wrocławskiej kliniki stwierdził kulawkę (zapalenie stawów), zachłystowe zapalenie płuc i moczownik prosty.
Źrebak poddany został leczeniu antybiotykami na zapalenie płuc, miał płukane stawy w związku z kulawką, przeszedł operację jamy brzusznej, żeby uchronić go przed zatruciem mocznikiem.



Aktualnie źrebak przebywa w Fundacji Pro Equo, gdzie będzie miał zapewnioną dożywotnią opiekę. Jest nadzwyczaj ciekawski i zakochany w człowieku.
Sandra- prezes Pro Equo- stała się dla źrebaka mamą zastępczą. Nowa mama musi go karmić co 4 godziny, podając mu mleko zastępcze. Za jednym razem źrebak wypija 1,5 litra tego mleka.
Będzie je pił jeszcze przez przynajmniej 5-6 miesięcy, tak długo jak źrebaki piją naturalne mleko matki. W tym czasie wprowadzona zostanie specjalna pasza dla źrebaków.

Zwracamy się do Państwa prośba o pomoc;
Koszty leczenia źrebaka są bardzo wysokie, Klinika wystawiła
rachunek na 1 500zł- na szczęście został rozbity na raty. Transport Malucha w obie strony z Szczecina do Wrocławia do koszta rzędu 500-600zł. Mleko zastępcze jest niestety równie drogie- 10-kilogramowe wiadro PAVO kosztuje ok. 170zł, a źrebak pochłania 2 wiadra/tydzień!
Grafen Walder otrzymuje także lek Helicid, który cały czas będzie mu podawany.

Każda kwota jest na wagę złota! Każdy może pomóc, wpłacając 5, 10 zł...

przelew
Konto Osobiste Citibank
Patrycja Aleksandra Koćmiel
ul. Sądecka 22, 71-021 Szczecin
nr 97 1030 0019 0109 8518 0228 8549

przekaz
Sandra Koćmiel
ul. Sądecka 22, 71-021 Szczecin
najlepiej z dopiskiem "Maleństwo"

(Fundacja oczekuje na wpis do KRS-u, posiada notarialnie sporządzony Akt Fundacyjny)

Więcej informacji można uzyskać dzwoniąc bezpośrednio do Sandry Koćmiel- prezes Fundacji Pro Equo (www.proequo.pl) pod numer: 502 309 385, lub na Forum Pro Equo, gdzie jest temat dot Grafen Waldera.

  Dokarmianie szczura niejadka
Zapewne wiele osób spotkało się z problemem, gdy szczur, traci apetyt w czasie choroby lub stresu. Utrata wagi jest zazwyczaj pierwszym sygnałem, że coś jest nie tak, a konsekwencje niejedzenia są bardzo poważne i bez szybkiej i stanowczej reakcji, prowadzą do najgorszego. Poniższy poradnik stworzyliśmy wraz z Angelsdream, ponieważ aktualnie mamy w stadzie strasznego niejadka - Coconuta. Miał ropień na wewnętrznej stronie policzka, teraz już jest po operacji i wszystko ładnie się goi, jednak maluch nadal kaprysi i je naprawdę niewiele. Początkowo dostawał glukozę z dufalifem [czy jak to się pisze] w zastrzykach podskórnie. Jest to dobre rozwiązanie w krytycznych sytuacjach, jednak w przypadku dostawania 5 zastrzyków dziennie, dodawanie jeszcze glukozy zawsze jest bardzo stresujące dla maluchów.

1. Przygotowania


Ręcznik itp., gerber, strzykawka 2ml, szczur


Napełniamy strzykawkę gerberem na maxa czyli jakieś 2,5ml, gerber najlepiej wybrać jakiś rzadszy, np. zupkę, dobrze zmielony i z mięsem. Można używać nutridrinka lub innych podobnych substancji.

2. Trzymanie szczura


Przytrzymujemy delikwenta jedną ręką na grzbiecie, a palcami między głową a przednimi łapkami. Z dłoni najlepiej zrobić łódeczkę, lub trzymać szczura na kolanach tak, aby nie mógł się wycofać i aby czuł się bezpieczniej, mając człowieka wokół siebie. Trzymamy stanowczo tak, aby się nie wyrwał, ale nie za mocno, aby go nie przydusić.


Można malucha owinąć w ręcznik, będzie mniej się denerwował i mniej nabrudzi. Ważne aby nie odchylać mu głowy do tyłu, powinien leżeć w poziomie, w naturalnej pozycji. Im bardziej będzie miał główkę odchyloną do tyłu, tym większe niebezpieczeństwo dostania się jedzenia, czy picia do płuc i wywołania zachłystowego zapalenia płuc.

3. Karmienie


Wkładamy strzykawkę między siekacze od boku, głęboko, bez obaw, nie zrobimy maluchowi krzywdy. Wstrzykujemy około 0,1ml, czyli jedną kreskę na strzykawce i wyciągamy strzykawkę.

4. Przeżuwanie / połykanie


Po zaaplikowaniu małej dawki jedzenia zabieramy strzykawkę i puszczamy szczura. Dajemy mu chwilę na przeżucie i połknięcie pokarmu. Jeżeli będziemy trzymać strzykawkę w pyszczku to maluch nie będzie miał jak połknąć i jedzenie będzie wypadać bokami pyszczka. Ważne też, aby zabrać rękę przytrzymującą malucha, lub trochę wycofać, odpuścić.

5. Powtarzamy kroki 3 i 4 aż nie zejdzie cała strzykawka. Ważne jest podawanie pokarmu małymi porcjami i odpuszczenie szczurowi, aby mógł przełknąć.
Nasz Coconut ważący dzisiaj 222g dostaje pełną strzykawkę czyli 2,5ml co 4h. Zanim schudł ważył 280g, a w tym wieku powinien ponad 300g, więc widać, że ma sporą niedowagę.

Inną metodą którą proponuję wypróbować najpierw, jest zachęcenie malucha do dobrowolnego jedzenia. Jeżeli to nie skutkuje stosujemy wyżej opisaną metodę "na siłę".


Przytrzymujemy szczura na kolanach głową od siebie, delikantnie przytulając go do siebie, nie za mocno, aby czuł się bezpiecznie. Podsuwamy pod pyszczek strzykawkę i odrobiną gerbera zachęcamy to zlizywania. Jeżeli maluch zaczyna zlizywać jedzenie, to naciskamy strzykawkę powoli i w tempie jedzenia malucha. W ten sposób dzisiaj Coconut na moich kolanach zjadł pod rząd 2,5 strzykawki gerbera.

  RZUCAMY PALENIE !!!
TEST UZALEŻNIENIA OD NIKOTYNY WG FAGERSTRÖMA


Chociaż nie palimy już prawie 5 lat,to mając jeszcze w pamięci ten okres (paliłem 15 lat) z wielkim zainteresowaniem postanowiliśmy z Żoną zrobić sobie ten test.Jednak komentarz,którym jest on opatrzony nieco nas rozczarował,bo całkowicie się nie zgadza z naszymi doświadczeniami z rzucania.Gwoli ściśłości dodam,iż osiągnięty przezemnie wynik to 10.
Do dziś mam w pamięci smak pierwszego papierosa w życiu(czerwone YUGO w miękkiej paczce) wypalonego samotnie na ulicy.O dziwo chociaż trochę dusił to nie miałem specjalnych problemów z zaciąganiem się.Jakos tak gładko poszło.Mijały lata , nałóg sie nieźle rozwijał.Stałem sie palaczem bezkompromisowym.Paliłem wszędzie nie licząc sie z nikim ani z niczym.Doszło do tego,że na imprezach u nikotynowych abstynentów czekano na mnie,bo wszyscy wiedzieli,iż kto jak kto,ale ja nia dam sie ograniczać.Kiedy urodził się Syn oczywiście musiał się "dostosować",bo to w końcu ja byłem pierwszy na tym świecie i ja ustalałem zasady.Intratna praca pozwalająca nieźle dodatkowo zarobić w domu pracując nocami ,dawała mi kolejny powód do tego,aby sobie folgować.Stopniowo rosła liczba wypalanych dziennie papierosów.Pojawiły się kolejne przyzwyczajenia i rytuały.I tak wiadomo było wszystkim w domu,że kiedy kładłem się spać musiały mi zostać przynajmniej 3 papierosy;1-szy na kibelek po przebudzeniu,2-gi kiedy zamykałem drzwi od mieszkania,3-ci kiedy wsiadałem do samochodu,żeby po drodze do pracy zajechać do kiosku po następną paczkę.Biada żonie jeśliby pozbawiła mnie jednej z tych trzech fajek.Doszedłem do tego,że kiedy brakowało mi "szlugów' byłem w stanie zasuwać na piechotę w nocy( 20 mminut w jedną stronę przez las) na najbliższą stację CPN.W niedługim czasie wypalałem 60 papierosów na dobę( 2 paczki po 30 sztuk czerwonych SPIKE-ów).Kiedy rodzina i znajomi namiawiali mnnie do rzucenia,odpowiadałem,że to niemożliwe,bo ja uwielbiam palić.
Wtedy poraz pierwszy uderzył dzwon;czasy się zmieniły,skończyły się pieniądze,coraz trudniej było wysupłać piątkę na fajki.Trzeba było się ograniczyć z wydatkami,ze wszystkim...ale nie z paleniem.Dzwon zabił drugi raz kiedy podczas spaceru mój Synek poprosił mnie o lizaka.Było już bardzo źle finansowo i miałem w kieszeni zaledwie piątaka na ...fajki .Wydarłem się na Niego jak opętany.Po chwili przyszło opamiętanie,ale i tak ,mimo koszmarnego moralniaka nie byłem zdolny do rezygnacji z papierosów.Poraz trzeci dzwon uderzył kilka dni później.Moja Mama wylądowała w szpitalu.Operacja na woreczek żółciowy,potem obustronne zapalenie płuc.Lekarz oglądający zdjęcie rtg stwierdził:"wieloletnia palaczka,nieodwracalne zmiany w płucach".Cudem przeżyła.Wtedy z Ojcem(razem pracowaliśmy w tym okresie) jakbyśmy się umówili postanowiliśmy z dnia na dzień rzucić palenie.Dołączyła moja Żona,no i oczywiście siłą rzeczy Mama.Tylko mój Brat i Bratowa nie chcieli się przyłączyć.Pierwszy tydzień był trudny,potem przyszedł kryzys po miesiącu.Strasznie się chciało jarać.Przetrwaliśmy.Po pół roku znowu,ale teraz już było dużo łatwiej.Poprawił się zmysł smaku ,odzyskałem zapachy ,których tak dawno już nie odbierałem.Był i efekt uboczny:przybyło mi z 15 kilogramów.Ze zdziwieniem zauważyłem jednak jakie to było świństwo.Zaczęło ze mnie spływać coś takiego,że jak splunąłem rano do umywalki to aż dzwoniło.
Dzisiaj mam pełną świadomość tego czego oczekuję od życia .Cenię sobie moją wolność od nałogów i nigdy nie chciałbym znowu zostać niewolnikiem tytoniu.Wiem ,że granica jest bardzo cienka i jeślibym tylko zapalił jednego papierosa(a miewam czasem takie zachciewajki),natychmiast wróciłbym do tego wariactwa .I to jest najlepsze zabezpieczenie.Dziękuję Bogu za to ,że obdarzył mnie pamięcią.
Gwoli ścisłości dodam,że nie jestem osobą obdarzoną tzw. silnym charakterem.Do dzisiaj się zastanawiam jak to się stało,że nie palę.Dochodzę do wniosku,że to właśnie Bóg mi to zabrał,po to ,żeby mi pokazać ,że życie może wyglądać zupełnie inaczej,że jest sens zmagania się z ....grzechem.I że dużo łatwiej jest to robić kiedy zmysły,którymi mnie obdarzył są trochę mniej zmącone.
Aha...dzisiaj forsy jest mocno cieniutko,ale jakoś na lizaki dla dzieciaków nigdy nie brakuje

Gorąco życzę Wam powodzenia!

  Szokujące zaniedbanie lekarza
W ciele pani Renaty lekarz zostawił cewnik. Jest w głównej tętnicy organizmu. Każdy krwotok, może skończyć się tragicznie. W 2004 roku kobieta trafiła do szpitala w Kamieniu Pomorskim. Lekarz chciał jej podać krew, ale pani Renata nie wytrzymała bólu podczas wkłucia cewnika i zaczęła krzyczeć. Obrażony lekarz odszedł, a zabieg dokończyła pielęgniarka.

- Czy ktoś na moim miejscu zaufałby lekarzowi, który mówi, że nic się nie stało, że lekarze różne rzeczy zostawiają w ciele pacjenta, a ci żyją? - pyta pani Renata, której zostawiono w ciele cewnik.

Kilkanaście lat temu pani Renata zachorowała na wirusowe zapalenie wątroby typu C. Stopniowo pojawiały się różne powikłania. W grudniu 2004 roku, podczas silnego krwotoku z przewodu pokarmowego kobieta trafiła do szpitala powiatowego w Kamieniu Pomorskim. Dzisiaj to też szpital, ale prywatny.

- Miała dostać krew poprzez wkłucie centralne, do którego jest potrzebny cewnik - tłumaczy Leszek Krupanek, pełnomocnik pani Renaty.

- Za trzecim razem, jak próbował się wkłuć zaczęłam krzyczeć, bo poczułam jakby ktoś mi przebijał płuca. Tak mocno bolało, że krzyknęłam: zostaw mnie, odejdź. Pan doktor powiedział, że nie chcę współpracować i poszedł sobie - wspomina pani Renata.

O tym, że podczas tego zabiegu lekarz pozostawił w ciele pacjentki cewnik kobieta dowiedziała się rok później i to przez przypadek. Przechodziła wtedy szereg badań przed przeszczepem wątroby.

- Cewnik jest w głównej tętnicy, w aorcie - mówi Dorota Balowska, siostra pani Renaty.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że tam pozostanie. Lekarze, z którymi konsultowała się pani Renata nie chcą podjąć się operacyjnego wyjęcia cewnika.

- Ten cewnik może być przyrośnięty do ściany naczynia żylnego. Gdybym próbował to usunąć mógłbym uszkodzić naczynie, a to źle by się skończyło - mówi prof. Jerzy Sadowski, specjalista kardiochirurgii i chirurgii ogólnej.

Pani Renata złożyła do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Sprawa jest jednak zawieszona, bo pięć zakładów medycyny sądowej odmówiło wydania opinii w tej sprawie, a lekarz, który dokonywał zabiegu, zniknął.

- Znane jest miejsce zamieszkania tego lekarza, ale on tam nie przebywa. Często zmienia miejsca pracy - mówi Jarosław Przewoźny z Prokuratury Rejonowej w Kamieniu Pomorskim.

Pokrzywdzona kobieta utrzymuje się z 500 zł renty. Postanowiła walczyć o odszkodowanie. Sprawa jest jednak skomplikowana. Szpital jest w trakcie likwidacji, a przepisy nie precyzują, kto miałby reprezentować go przed sądem. Postępowanie zawieszono.

Pani Renata czuje się coraz gorzej. Nie chce iść do szpitala. Boi się lekarzy. Tymczasem każdy krwotok może zakończyć się tragicznie.

źródło interwencja.interia.pl

Rzeczywiście szokujące zaniedbanie lekarza . Jak można było do tego dopuścić w ogóle? Kolejny przykład walki prostego człowieka z wyżej postawionym lekarzem, który naraził zdrowie pacjenta i jeszcze nie poczuwa się do winy... Stan tej kobiety jest coraz gorszy, a nikt nie chce podjąć się takiej operacji. I co ona zrobi?
Została strasznie potraktowana i teraz jeszcze za to płaci.